Ze skrajności w skrajność

Przez drzwi dochodzą radosne piski małego dziecka. Słychać, jak bardzo się emocjonuje. Po chwili zmiana o 180 stopni, wrzask, płacz, lament i tupanie nogami o podłogę. Wszystkie te dźwięki przez ściany, podłogi i sufity dochodzą do sąsiadów w bloku. Niestety są to nasi sąsiedzi.

IMG_4867

Od kilku dni nie wiem, czy to skok, zęby (już piątki?!), czy inna cholera, ale ledwo wytrzymuję z własnym dzieckiem. Filip daje mi taką szkołę cierpliwości, że tylko odliczam czas do drzemki, powrotu z pracy Kamila i do nocnego snu.

O ile są to piski radości podczas zabawy, nie mam nic przeciwko. Chociaż chwilami moje uszy i głowa błagają gdzieś tam w środku o ciszę i spokój. Niestety wystarczy maleńki powód do Fisiowej złości i mam taki armagedon, że odechciewa się wszystkiego. Nie słucha, nie patrzy, wrzeszczy tylko i teatralnie rzuca się na podłogę.

Przez głowę milion razy przelatuje mi „przyrżnę mu, jak Boga kocham przyrżnę”. I przelatuje tylko, bo po 1. nic by to nie dało, po 2. nie uderzyłabym dziecka.  Pocieszam się faktem, że nie jestem jedynym rodzicem, który traci cierpliwość i ma dosyć buntowniczych wyczynów swojego dziecka. Pocieszam się, że kiedyś to przejdzie. Bo przejdzie, prawda?

Próbuję także opanować te ataki histerii. Później próbuję opanować siebie. Swoje emocje. Z tym chyba najgorzej, bo za 5 minut Filip już nie pamięta o co się tak pieklił, a we mnie gdzieś to siedzi. Chciałabym tak łatwo wracać do dobrego humoru. Zostawiać gdzieś za sobą złe emocje.

Dziś zaczynam 30 dniowe wyzwanie brzuszkowe, żeby dać upust tym emocjom w ćwiczeniach. A co mi tam, psychicznie jestem zmęczona, to jeszcze fizycznie się dobiję. 😉

Dołącz do mnie na Facebooku!

Zobacz też:

  • Pociesze Cię… mojego Synka ostatnio też coś bierze… czasami mam dość (na szczęście tylko czasami).
    U nas pierwsze zęby… idą późno, może dlatego tyle przysparzają mu bólu…

  • U mnie to samo/ I za każdym razem myślę „no dostanie na to dupsko, zaraz nie wytrzymam!” Na szczęście jestem w stanie panować nad emocjami (nauczyłam się przy pierwszej córce ;)) będzie dobrze 🙂
    Wczoaj właśnie pisałam o buncie dwulatka u siebie, bo u nas ewidentnie to już TO :)))

    • No widzisz, podobno bunt dwulatka ok. 1,5 roku już się uatkywnia, więc u nas już to też można podciągnąć pod to cholerstwo… Zaraz idę do Ciebie się dokształcić w tym temacie 😉

  • Jan Buczyński

    Na szkole rodzenia ostrzegali nas przed takimi momentami, nawet już na poziomie noworodka, gdy drze się to to na cały regulator i wszystkiego się czlowiekowi odechciewa…. A ostrzegali, żeby nie obwiniać się, gdy pokusa uduszenia i wyrzucenia za okno przyjdzie, to podobno naturalne 😉 Ważne, co się z tym zrobi.

    • A widzisz, nie byłam na szkole rodzenia, więc mną to trochę wstrząsnęło 😉 Tak czy siak, życzę powodzenia! 😀

  • Olga

    Bardzo dobrze robisz, wysiłek fizyczny dobry na rozładowanie WSZYSTKIEGO 😉 trzymam kciuki za Ciebie i Twoją cierpliwość 🙂

  • Gosia

    My jak córcia wpada w histerię to się odwracamy i udajemy, że nie widzimy, nie słyszymy. Tłumaczenia żeby nie piszczała nic nie dają to w tył zwrot. I chyba to skutkuje, bo dawniej częściej wpadała w histerię, a teraz już łagodniej przynajmniej to przechodzi. Ale i tak o dziwo w porównaniu z opowieściami koleżanek jest aniołkiem- nie wali głową w ścianę czy podłogę. Nie wiem jakbym przeżyła takie wyskoki. Choć byliśmy też na weekend u znajomych którzy mają synka troszkę młodszego i dziecko przez cały weekend spokojne, a jak nasza mała się kładła na podłodze i wyła to biedny patrzył na nią jak na ufo- ździwiony. Na szczęście dzieci bardzo sobie przypadły do gustu: spacery za rączki i buziaki, na dodatek Kacperek pocieszał Karolinkę jak wpadła w szał- głaskanie kolegi pomogło.
    My jako karę, jeśli już trzeba stosujemy stanie w kącie. Nie wiem w jakim stopniu to skutkuje, ale jakoś do zrozumienia dziecku trzeba dać, że źle zrobiło.
    W Święta powyrzucała nam z komody wszystkie ubrania (nigdy tego nie robiła) więc na czas jak je składaliśmy stała w kącie- łzy, ryk i wycie, ale już więcej tego nie zrobiła.
    Zresztą nie stosujemy tego często, tylko w wypadkach takich jak opisany wyżej.