Poród w latach 80′

Dziś wpis wyjątkowy. Z okazji moich urodzin. Opis tego jak wyglądała opieka podczas i po porodzie w małym powiatowym szpitalu pod Warszawą. 26 lat temu, kiedy na świecie pojawiłam się ja… Takie wspomnienia ma moja mama:

11857236826_641e6ee7cd_zAuthor: P!XELTREE / photo on flickr  License: Attribution-NonCommercial-ShareAlike License

Sala przedporodowa

Mała sala 4 łóżka + dostawka. Sala oczywiście tuż przy porodówce, więc byłyśmy „obecne” przy wszystkich porodach w ciągu dnia i w nocy. W ramach rozrywki dostawałyśmy codziennie rano ligninę do składania, na podpaski dla kobiet po porodach, która wcześniej poddawana była sterylizacji.

Sala porodowa

Przed planowanym porodem kąpiel i golenie, które wykonywała salowa maszynką wielokrotnego użytku (na szczęście miałam własną żyletkę) – koszmar.
Sala pomalowana na kolor zielony (dla spokojności). Trzy łóżka przegrodzone zielonymi parawanami, a naprzeciw środkowego
– zegar na ścianie, który bardzo wolno odmierzał czas. Łóżka twarde i niewygodne.

Kroplówka z oksytocyny podpięta w zgięciu łokcia i podłączone KTG. Oczywiście przy niewielkiej zmianie pozycji KTG się zsuwało i wtedy wpadała położna z wrzaskiem i pouczeniem, że należy leżeć na wznak.
Niestety w bólach przez 7,5 godz. było ciężko, a to był dopiero początek…

Przyszedł lekarz celem zbadania pacjentek (rodziłyśmy 3 jednocześnie). Lekarz duży jak niedźwiedź, owłosiony i jego pierwsza próba założenia lateksowych rękawiczek była nieudana. Druga próba tak samo… Niestety wielkość dłoni pana doktora ni jak się miała do wielkości rękawic.

Czarne myśli przeleciały przez moją głowę… może uciec z tego łóżka i urodzić gdzieś na ulicy?
Ale załatwione po znajomości środki przeciwbólowe dodane do kroplówki zrobiły swoje i było mi w zasadzie już wszystko jedno gdzie się to odbędzie, byle szybko.

Po ponad 7 godz. byłam już tak zmęczona i mało świadoma tego co się dzieje, że lekarz mówił mi kiedy będę miała ból party i prosił, żeby współpracować o czym oczywiście nie było mowy, bo byłam na niezłym odlocie (dwie dawki przeciwbólowych, ale tylko jedna wpisana w kartę). Lekarz pomógł jak mógł, po prostu wycisnął ze mnie dziecko opierając swoje przedramię o mój brzuch i zsuwając powoli w dół). Po kilku minutach zobaczyłam coś czerwonego zawiniętego w coś białego, jak się okazało była to moja córka zawinięta w pieluszki.

Robota zrobiona, więc wyjazd z porodówki na korytarz z „nerką” pod pośladkami. I kolejne godziny leżenia, bo kroplówka musi zejść do końca.

Oddział położniczy

8 łóżek + jedna dostawka.

Nareszcie… wygodne, metalowe łóżko sprężynowe. Nie miałam co do tego wątpliwości, bo przez cienki materac dokładnie czułam każdą sprężynę.

Ale i tam była to ulga. Wieczór, noc… sen nie przychodzi, w końcu ranek. Czekam z niecierpliwością na moje dziecko. Dzieci były przywożone do sal tylko na czas karmienia co 3 godziny. W nocy nie mogłyśmy karmić. Dzieci dostawały mleko modyfikowane lub glukozę. Na sale były rozwożone białym wózkiem z przegródkami. Dzieci wtedy było więcej niż przegródek, ale salowe dawały radę. Układały dzieci ciasno, jedno obok drugiego, a te, które się nie mieściły nosiły po dwoje pod pachami.

Wszystkie matki na sali dostały dzieci do karmienia, a ja nie. Oczywiście żadnej informacji ze strony personelu nie otrzymałam.

Poszłam na korytarz, położna powiedziała, że jeszcze powinnam leżeć, ale łaskawie poinformowała, że nic złego się nie dzieje i dziecko się jeszcze „czyści”.

Rano toaleta i dziwne poruszenie wśród położnic… są koszule ! Myślę…jakie koszule ? Wiadomo, że na oddział nie można było wnosić osobistych rzeczy, prócz szczoteczki do zębów i mydła.
Koszule był to towar deficytowy, szczególnie jeżeli chodzi o te, które zakrywały pośladki i miały więcej niż 50% troków do zawiązywania z przodu (udogodnienie dla karmienia). Na korytarzu wystawiane były też podpaski z ligniny. Wyobraźcie sobie noszenie owej podpaski po porodzie bez majtek (bo majtki były zakazane, przekazywane w torbach z jedzeniem przez rodzinę, chowane pod materac przed obchodem).

Oczywiście wstęp na oddział dla rodziny był niemożliwy. Położne, lekarze i salowe nosili klamki w kieszeniach. A My młode matki w koszulach z jakiegoś płótna wyglądające jak siedem nieszczęść bez możliwości kontaktu z bliskimi czułyśmy się jak w na oddziale zamkniętym w szpitalu psychiatrycznym.

Jedyny osobisty kontakt z rodziną, to okienko w drzwiach 40×40 cm.  Tłumy kłębiące się po jednej i drugiej stronie, ewentualnie przekazanie paczki z jedzeniem i grypsu z kilkoma słowami przez salową – za odpowiednią opłatą oczywiście.

Wyjście do domu

Ubieranie dziecka przez położną i wręczenie tobołka z dzieckiem ojcu, czekającemu na korytarzu.

Wszystkim rodzącym w tamtych latach należy się order za wytrwałość, bohaterstwo i przeżycie tego koszmaru.

Dołącz do mnie na Facebooku!

Zobacz też:

  • Takich wspomnień chyba nie chciałabym mieć z porodu 😉

  • Renata A Mak

    Uhhh.. Az mam ciarki,moja mama tez w tamtych latach miala cesarskie ciecieopis jej porodu jest calkiem podobny a nawet gorszy bo po cc dostala zakazenia,oddzial septyczny,pekniecie szwow i jelita na wierzchu :(.. Pierwszy raz wziela mnie na rece jak mialam 20dni. Koszmar…

    • O rety, to przeszła mama sporo… Ciężko uwierzyć, że tak się działo 20-30 lat temu… aż strach pytać co było przedtem..

      • Przedtem rodziło się w domu 😉 Moja babcia tak właśnie urodziła i raczej ma dobre wspomnienia (jej teść, mój pradziadek, był lekarzem).

        • Derpina

          Moja babcia rodziła w szpitalu, na poród szła na piechotę, na szczęście miała blisko, tylko 500m do szpitala 😉

          • W szpitalu rodzi się mniej więcej od lat 50. 😉
            Swoją drogą, też rodziłam w domu i poród był super 😉

  • domcia

    zdjecie skojarzylo mi sie z porodem za kratkami, i to moze byc jakis pomysl na kolejna notke:)))

  • Katarzyna Adamczak-Surma

    Uwielbiam historię z „dawnych” czasów. Mimo wszystko nie było chyba tak źle?

  • Milus Krajewska

    Wszystkiego najlepszego Kasiu

  • Masakra! W naszej miejscowości pamiętam szybka nieco większa i telefon! Jak w więzieniu na „widzeniu” – Byłam jako 3,5 letnia dziewczynka u Mamy na wizycie, kiedy rodziła Brata

  • Jakiś czas temu na swoim blogu opublikowałam opowieść położnej o pracy w szpitalu i porodach w tamtych czasach. Wszystko się zgadza. Jednak warto zauważyć, że chociaż dziś warunki są o niebo lepsze, to kobiety narzekają znacznie bardziej!

  • Kasia

    Tak narzekaja znacznie bardziej, wiem bo rodzilam w tym roku, i jedna byla taka narzekajaca, ze dzieckiem sie musi zajmowac(dziecko lezalo sobie ona sobie, karmic nie chciala bo miala wklesle sutki a na moje pytanie czemu, i zeby sprobowala to nie ona nie bedzie probowac bo male sie drze przy piersi). Dla mnie opieka byla super i przy i po porodzie mimo iz rodzilam bez znieczulenia, polozne byly pomocne jak i pan doktor.

  • Peptismum

    O matko jedyna – rewelacyjne wspomnienia… Jestem dzieckiem 89, mama wspomina trochę lepiej z uwagi na odwiedziny rodziny parę innych „superlatyw”. Chociaż wiadomo, że teraz jest lepiej, nadal daleko wielu szpitalom do jakichkolwiek standardów. 🙁

  • Michalina

    wypisz wymaluj minus maszynka do golenia mój poród w 2009 we Wrocławiu.