Ograniczanie a wychowanie

Ostatnio wywiązała się pewna dyskusja o wychowaniu w której stwierdziłam, że szorowanie rękawem o ścianę budynku nie jest moim zdaniem zabawą. Okazało się, że moje podejście do wychowania dziecka jest niewłaściwe, ponieważ ogranicza wyobraźnię, gdyż ściana budynku w przytoczonym powyżej przykładzie mogła być akurat chropowatą skórą smoka. Hmm… myślę sobie ok. Wychowuj dziecko po swojemu. Zauważyłam, że dalsza dyskusja, a właściwie obrzucanie argumentami nie ma sensu i zrezygnowałam z brnięcia w temat.

IMG_4627

Jest wiele tematów w parentingowym światku, których poruszenie wzbudza chaos, wystarczy, że nie zgodzisz się z czyimś zdaniem na temat wychowania/szczepionek/metody karmienia/porodu i momentalnie zjawiają się inni, którzy próbują Cię zdołować. Ja się nie daję, odpuszczam nic nie wnoszące dyskusje.

O wychowaniu w moim własnym modelu słów kilka.

Ograniczam dziecko

Właściwie, to wyznaczam granice. W moim codziennym słowniku znajdują się słowa „zostaw” i „nie wolno”. Nie uważam, że dziecko musi wszystkiego dotknąć i zobaczyć. Nie pozwalam Filipowi wchodzić na szafki, nie pozwalam dotykać szczotki do wc, chociaż ciągoty do niej ma… Ale nawet jakby czuł się rycerzem, a szczotka do sedesu była idealnym dla rycerza mieczem, nie ma szans na zabawę tym przedmiotem. Nie pozwalam na otwieranie szuflad – bo już kilkakrotnie musiałam ratować przycięte paluszki itp. Nie zauważyłam jednak iż przez zakazy moje dziecko było ograniczone. Wręcz przeciwnie, zdaniem specjalistów rozwija się bardzo dobrze i rozumie dużo jak na swój wiek.

Zakazany owoc

Nie odkryję Ameryki mówiąc, że zakazany owoc smakuje najlepiej. Filip to wie doskonale i próbuje puszczać mimo uszu moje zakazy. Ja jestem jednak konsekwentna w swoich postanowieniach, dzięki czemu napady buntu są już mniejsze niż na początku. Jeżeli się zdarzają, to staram się nie zwracać uwagi Filipa na to, że rzucenie się na podłogę robi na mnie wrażenie. Ja wiem, że wiele w nim emocji, z którymi nie potrafi sobie poradzić, jednak pozwalając mu robić rzecz, która jest zakazana, otwieram mu furtkę na robienie kolejnych „scen” w podobnych sytuacjach.

Rozwój

Towarzyszę Filipowi codziennie w poznawaniu świata. Wspólnie odkrywamy, bawimy się. Czasami bawi się sam, wymyśla zastosowania do różnych przedmiotów. Stymuluję go na wielu płaszczyznach. Rysujemy, tańczymy, śpiewamy, śmiejemy się, łaskoczemy, masujemy, opowiadamy, pokazujemy… Jednak wyznaczonych granic nie przekraczamy.

Jaka matka taka córa

Model wychowania najczęściej wynosimy z domu. Ja jako dziecko miałam granice nie do przekroczenia, takie same lub podobne wyznaczam własnemu dziecku. Wydaje mi się, że mojej mamie wychowanie dzieci udało się na 5-tkę. Jest świetną mamą, dobrym człowiekiem i swoje wartości przekazywała mi i bratu, poświęcała swój czas. W domu nie było bicia, było tłumaczenie i jasne postawienie sprawy. W okresie nastoletnim nie musiałam próbować używek, żeby się przekonać iż nie są one dobre. Rodzice wyznaczali mi mądrze granice, które teraz z perspektywy czasu uważam za słuszne. Szanowali mnie i dawali duży kredyt zaufania i to samo należy się mojemu synowi. Byłam szczęśliwym dzieckiem, a teraz jestem szczęśliwym dorosłym wychowującym własne dziecko. I nie potrzebuję książek i poradników, aby robić to dobrze. Obserwuję Filipa jak się zachowuje wobec innych, jak wobec nas – rodziców. Słucham ludzi, których uważam za autorytety w wychowaniu, w jaki sposób uczyć go świata i zasad. Wybieram to, co będzie odpowiednie dla mojego syna. Nie wychodzę z założenia, że kiedyś te zasady pozna, a teraz niech po prostu będzie dzieckiem. Uważam, że kształtować dzieci należy od początku.

Jaki jest efekt na dzień dzisiejszy?

Filip jest szczęśliwy i to jest dla mnie najważniejsze. Wszyscy ludzie odbierają go za bardzo pogodne dziecko, ciekawe świata, pełne życia. I da się to zrobić ucząc zasad i stawiając granice.

ggg

Dołącz do mnie na Facebooku!

Zobacz też:

  • Lola Kuchareczka

    Ciężko tu coś skomentować, chodzi mi o logowanie:D. Wolę przez bloga (którego dopiero zacznę pisąć) niż przez FB 🙂 Więc popieram… Granice muszą być !! I też wygibasy na podłodze i napday histerii temu towarzyszą – niestety.. Wg mnie dziecko, które nie ma jasno postawionych granic zatraca poczucie tego co dobre i złe, dziecko któremu rodzice „przytakują” jest emocjonalną sierotką, tzn nie ma emocji. Dochodzi później do przykrego zderzenia z rzeczywistością np. przedszkole, szkoła, gdzie granice stawia się jasno, panują jakieś zasady. Wtedy jest „mamo ja nie chcę do szkoły” i co wtedy? i wtedy najczęściej mama szuka winy w Pani ze szkoły:)

  • Kasiu, choć dzieci jeszcze u nas jak wiecie niet, to w 100% popieram takie podejście i nasze przyszłe latorośle właśnie według takich zasad będziemy chcieli wychowywać! 🙂

  • Ewa Julia Sławek

    Super, zgadzam się w 100% !!! U nas dużo opieram się na intuicji, jak mi podpowiada że drapanie brudnych ścian i zbieranie błota z ziemi to coś złego dla dziecka, to mu od razu zabraniam, nie przejmuję się komentarzami i tym co myślą inni. Odkrywać świat można wspólnie się bawiąc, rozmawiając, wykonując razem codzienne czynności… A granice są potrzebne, bo to jaki świat opiszemy dziecku, to w taki sposób będzie go widziało własnymi oczami. Dzieci nie wiedzą że coś jest dobre, albo złe dowiedzą się tego dopiero kiedy im o tym powiemy, zabronimy i wytłumaczymy. 😀

  • gosia

    Akurat wiem o ktorej dyskusji piszesz bo tez ja czytalam, z jednej strony rozumiem tamta strone bo sama nie chcialabym aby ktos mowil mi co moje dziecko moze a czego nie, z drugiej strony rozumiem Ciebie bo sama nie pozwolilabym dziecku szorowac kurtka po scianie z bardzo prozaicznego powodu, mianowicie ze mi szkoda tych ubran majac swiadomosc ze nie stac mnir n kupienie 10 kurtek dziecku w ciagu sezonu. Co do brudzenia nie jestem juz tak restrykcyjna:) i w sumie z wielka radoscia tez moge powiedziec ze moje dziecko zaraza radoscią:) pozdrawiam serdecznie