Można po ludzku, czyli mój drugi poród

poród

Być może znasz już mój pierwszy opis porodu, wiesz jakie mam za sobą doświadczenie. Może też czytałaś już o moim baby bluesie, który dopadł mnie w szpitalu po urodzeniu Filipa. Jeśli nie znasz mojej historii, to zachęcam Cię do przeczytania, bo teraz opis porodu będzie zupełnie inny – będziesz miała porównanie. Choć ja uważam, że drugi poród był nie do porównania!

Oczekiwanie

Jak wiesz, miałam planowane cięcie cesarskie. Oczywiście ze wskazań medycznych, bo zawsze marzył mi się poród siłami natury, jednak nie było mi to dane. Termin porodu wyznaczony był na 10 listopada. Wiele osób pytało mnie jakie jest moje nastawienie. Czy się boję, czy mam jakieś obawy? I przyznam szczerze, że zupełnie nie bałam się operacji. Najwięcej myślałam o Michale i o karmieniu piersią po porodzie – ze względu na poprzednie doświadczenia.

W dniu porodu rano wybraliśmy się na zakupy, później poszłam na kontrolę do pediatry z Filipem. Dopięłam wszystko na ostatni guzik, oddaliśmy Fi pod opiekę babci i pojechaliśmy do szpitala.

Szpital Praski w którym rodziłam pamiętałam z praktyk położniczych na pierwszym roku studiów. Wtedy oddział nie znajdował się tu gdzie teraz – w głównym budynku. Przed oczami miałam obraz zielonych płytek na sali porodowej pamiętających lata 70-te, brak oddzielnych sal, tylko trzy łóżka porodowe oddzielone ściankami. Podstawowe wyposażenie sal na oddziale położniczym. Po remoncie oddział wygląda niemal hotelowo. Jest bardzo nowoczesny i naprawdę przyjemnie w nim przebywać.

Izba przyjęć

Na izbie przyjęć nie było kolejek, zadzwoniłam do drzwi, zostałam zaproszona do środka, podczas zapisu KTG położna i lekarz zebrali wywiad. Na zapisie KTG pisały się nieregularne skurcze. Po około 30 minutach zostałam przyjęta na oddział.

Na oddziale

Kiedy zostałam przyjęta na oddział, oczekiwaliśmy z mężem na cięcie. Towarzyszyły nam już wtedy różne emocje. Z jednej strony byliśmy spokojni. Z drugiej wkradała się niecierpliwość i lekki stres, czy aby na pewno wszystko pójdzie dobrze. Ot, zwykła troska rodziców o jeszcze nienarodzonego Michała. W międzyczasie porozmawiałam z panią anestezjolog o znieczuleniu. Powiedziałam jej o swoich obawach związanych z poprzednim znieczuleniem – strasznym bólem w barkach podczas operacji. Pani doktor uspokoiła mnie i powiedziała, że ten objaw nie musi się pojawić w czasie drugiego porodu. Miałam więc ogromną nadzieję, że tak się stanie. W końcu przyszła położna, która zaprosiła mnie na salę operacyjną.

Cięcie

Przed cięciem, na bloku porodowym przywitała mnie położna, z którą miałam praktyki kilka lat temu. Przebrałam się w fizelinową koszulę z rozcięciem z przodu – pod nosem uśmiechając się, bo wiedziałam co to oznacza.

Na sali operacyjnej zostałam znieczulona – tym razem dostałam inną dawkę leków i czułam, że podczas operacji coś ze mną robią, choć oczywiście żadnego bólu nie czułam. Nie miałam też bólu barków – uff jaka to była ulga!

Z samej operacji niewiele pamiętam, bo mimo tego, że byłam przytomna i wszystkiego świadoma, to emocje pozwalały się skupić tylko na momencie urodzenia dziecka.

10.11.2016 godzina 19:46

Właśnie wtedy moje oczy co prawda pozbawione okularów, więc niemal ślepe, zobaczyły mój drugi cud. Po krótkim badaniu Michał wylądował na mojej klatce piersiowej w kontakcie skóra do skóry i przez 20 minut podczas zszywania mogliśmy się tulić. Był taki maleńki i cudowny! Od razu go pokochałam tak mocno jak Filipa w chwili jego narodzin. Później zostaliśmy przewiezieni – ja na salę pooperacyjną, Mi na oddział noworodkowy na ważenie i spotkanie z tatą. Po niedługim czasie został przywieziony do mnie i leżeliśmy razem podejmując pierwsze próby karmienia piersią.

img_1881

Na oddziale położniczym

Po 6 godzinach od operacji wstałam z łóżka. Był to ogromny wysiłek, ponieważ leki przeciwbólowe nie działały na mnie aż tak dobrze, jakbym chciała. Po przejściu kilku kroków mogłam wrócić do łóżka i zostaliśmy z Michałem przewiezieni na oddział położniczy. Do rana spaliśmy razem w łóżku odpoczywając po porodzie.

W szpitalu położne są bardzo pomocne i wspierające jeśli chodzi o karmienie piersią. Zresztą pisałam już o tym tutaj. Dzieci przebywają w systemie rooming in, czyli po porodzie są non stop z mamą. Łóżka są sterowane elektrycznie, więc komfort wstawania po cięciu jest o niebo lepszy niż ze zwykłego łóżka. Szpital Praski jako jedyny w Warszawie daje możliwość wybrania z menu dania obiadowego. Mamy trzy zestawy do wyboru, w tym jeden posiłek wegetariański. Jedzenie jest naprawdę smaczne, a porcje pozwalają się najeść. Serdecznie polecam ten szpital do porodu. 🙂

Do domu

Zostaliśmy wypisani w niedzielę – w trzeciej dobie po porodzie. Misiek z niewielką żółtaczką, niewymagającą fototerapii, a ja… szczęśliwa – bez baby bluesa. 🙂 Tego porodu nie mogłam lepiej wymarzyć.
A dziś mija miesiąc naszego wspólnego życia. Jest cudownie!

mi

Dołącz do mnie na Facebooku!

Zobacz też:

  • pg

    Gdy słyszę o planowanych cesarkach zawsze dopada mnie pytanie, jak to jest znać dokładną datę porodu i iść do szpitala wiedząc na 100%, że za kilka godzin będzie się rodziło 🙂 Obawiam się, że przy drugiej ciąży nie odważę się podjąć próby porodu naturalnego, ale robi mi się smutno, gdy pomyślę, że wcześniej decydując się na cesarkę ominie mnie to wsłuchiwanie się we własne ciało, wyczekiwanie na skurcze i zastanawianie się czy to już? Ot taka moja refleksja…:-)

    • Z jednej strony jest łatwiej – można zorganizować np. opiekę dla starszego dziecka. Z drugiej niepewność jednak jest, bo nie przewidzisz, czy poród nie rozpocznie się samoistnie wcześniej 🙂

    • um

      Jako osoba która od zawsze chce cesarkę i w przyszłości zamierzam mieć dziecko jak już będzie nas stać na porządny szpital, opiekę i operację. To powiem ci, że ani trochę mnie to nie zastanawiało ani tym bardziej nie zamierzam nawet podejmować próby słuchania własnego ciała w takim momencie. To chyba po prostu zależy od konkretnej kobiety, ja jednak wolę mieć termin na 100% 🙂

  • Monika

    Cześć pozdrawiam Was serdecznie. Czytam Cię od dawna nigdy nie komentowałam ale ta wyjątkowa okazja mnie zmusiła. Otóż Michał ważył i mierzył po porodzie dokładnie tyle samo co mój syn !!!!

  • Ola

    Jaki słodki bobas 🙂 Widać dobrze dobrałaś sobie szpital do porodu, nie często zdarzają się tak zadowolone po porodzie mamy. Choć moja siostra rodziła dwa razy i z każdego przyjęcia na porodówce była bardzo zadowolona, a przynajmniej nie miała żadnych uwag. Co najwyżej mogła narzekać na towarzystwo w pokoju, ale, niestety, tego się nie wybiera 😉

  • Katarzyna

    Ja również zdecydowanie lepiej wspominam drugi poród 🙂 Położne miałam tak wspaniałe, że miałam ochotę je ozłocić. Na to wszystko duży wpływ miał fakt, że cały poród trwał 1:40 🙂

  • Wspaniale, że drugi poród był zupełnie odmienny od pierwszego. Cieszymy się, że wszystko poszło prawie że po Waszej myśli. Michał jest rozkoszny <3