Matki w szpitalnym majdanie

teddy-teddy-bear-association-ill-42230


Mijamy się codziennie na szpitalnym korytarzu. Rano roznosi się tu zapach gorącej kawy – na rozbudzenie po kolejnej już z rzędu ciężkiej nocy. Potargane włosy, brak makijażu odsłaniający worki pod oczami, kobiecość ukryta pod dresami. Naprędce złożone łóżko przed porannym obchodem i szybkie rozłożenie go tuż po wieczornym. To rzeczywistość każdego dnia spędzonego na oddziale pediatrycznym. Kiedy zdrowie dziecka postawione jest na pierwszym miejscu, cała reszta się nie liczy. I choć łączy nas tak wiele, to dzielimy się na charakterystyczne grupy.

Supermatka

To najczęściej spotykana na oddziale mama. To 100% oddania się dziecku. Zanim pomyśli o swoich potrzebach, musi ogarnąć wszystkie sprawy okołodziecięce. Jej pęcherz na potrzeby pobytu w szpitalu podwaja swoją pojemność, a szybki prysznic podczas drzemki dziecka jest tak samo relaksujący jak godzinna kąpiel. Głodu ani pragnienia nie odczuwa dopóki sytuacja ze zdrowiem dziecka  nie będzie opanowana. Żywi się każdym uśmiechem swojego dziecka w chorobowej rzeczywistości. Supermatka ma wielką moc. Potrafi nosić godzinami marudne dziecko, które odłożone do łóżeczka ma nagłą potrzebę przytulenia się do swojej mamy. Po kilku dniach już nawet ręce przyzwyczajone do ciągłego napięcia mięśni przestają boleć.

Matka wielodzietna

Czyli taka, która przynajmniej jedno dziecko zostawiła w domu na czas pobytu w szpitalu z drugim. To matka rozerwana emocjonalnie. Zatroskana o chore dziecko w szpitalu, jak również w podobnym stopniu o to, które zostało w domu. Matka wielodzietna jest idealną dyspozytorką. Przez telefon ogarnie wszystkie potrzebne rzeczy jakby kalendarz z wydarzeniami miała wykuty na pamięć . Przekaże w którym miejscu znajduje się zielona bluza w paski i czarne spodnie na gimnastykę. Na potrzebę chwili wyrecytuje instrukcję programowania pralki i zmywarki. Ogarnie zakupy przez internet z dowozem do domu, prześle garść prostych przepisów na dania obiadowe w 15 minut.

Rota-matka

Jeśli słyszysz „oddział pediatryczny”, to myślisz „rotawirus”. To są dwa nieodłączne elementy. I nawet jeśli Twoje dziecko leży w szpitalu z powodu zapalenia płuc, to wiedz, że rotawirus czai się na Ciebie i Twojego malucha. O ile Twoje dziecko nie wychodzi z sali, to nie jest aż tak narażone na tę chorobę jak Ty, która musisz czasami wyjść na korytarz. A tam kontakt z wirusem jest nieunikniony i jeśli nie masz szczęścia i raz zapomnisz zdezynfekować dłonie, to oddział zagwarantuję Ci niezapomniane przeżycia. Rota-matka, jeśli karmi piersią, jest niezastąpiona. W końcu podczas karmienia ochrania swoje dziecko – nie może narażać go na pogorszenie stanu zdrowia. Także karmi i prócz dziecięcej choroby zmaga się ze swoją jakże nieprzyjemną. Jednym słowem przez kilka dni ma prze*rane.

Matka multimedialna

Matka zaopatrzona w technologiczne gadżety, umilająca dziecku pobyt w szpitalu. Puszcza dziecku bajki, piosenki, włącza gry i ma święty spo… ma szczęśliwe dziecko. Matka multimedialna jest zadziwiona, że jej 4-miesięczne dziecko pokochało świnkę Peppę – wcześniej przecież jej nie lubiło! Szok, niedowierzanie, dzieci w szpitalu na sterydach wziewnych najwidoczniej szybciej się rozwijają. Inhalacje przy bajce to spokój, pobieranie moczu na badania tak samo. I apetyt dziecka jakby się poprawił, kiedy brzęczy coś z tabletu. Och! Dzięki ci nowoczesna technologio, że pomagasz w powrocie do zdrowia! Nieważne, czy w dzień czy w nocy. Pobyt w szpitalu mija szybciej, tylko baterie mają coraz krótszy czas pracy.

Matka wyskokowa

Matka wyskokowa czeka na odwiedziny męża lub kogoś innego z rodziny. Albo na dłuższą drzemkę dziecka. Wtedy może wyskoczyć na zakupy do pobliskiego sklepu, czy przy odrobinie szczęścia, na chwilę do domu, jeśli mieszka blisko. Dzięki temu może zawieźć pranie, ogarnąć mieszkanie, spakować potrzebne rzeczy i wziąć szybki prysznic. Matka wyskokowa ma możliwość dzięki odwiedzinom zjeść ciepły obiad w barze szpitalnym, czy złapać trochę tlenu na podjeździe dla karetek. Wraca z uśmiechem na twarzy i z siłą na kolejne godziny walki o zdrowie dziecka. Inne matki w duchu zazdroszczą jej tych chwil wolności.

Jak widzisz różne są matki w szpitalnym majdanie. Każda z nas szuka idealnego sposobu na odnalezienie się w szpitalnej rzeczywistości. To ciężkie chwile spędzone przy łóżku chorego dziecka. To stres, łzy, ale też walka o zdrowie. I nie ważne, czy jesteś supermatką, czy matką multimedialną. A może mieszasz cechy tych obydwu grup. Łączy nas zawsze jedno – dobro dziecka i pragnienie jak najszybszego opuszczenia szpitalnych murów.

Dołącz do mnie na Facebooku!

Zobacz też:

  • Moja szpitalna rzeczywistość była o tyle prostsza, że dostałam tam swoje łóżko, pościel i jedzenie całkiem niezłe. Do tego pomyślałam, aby wziąć chustę i to ratowało nam życie 😉

    • Ja miałam na szczęście rozkładaną kanapę, ale jedzenie musiałam organizować we własnym zakresie… A chusta i u nas sprawdziła się idealnie, szczególnie podczas inhalacji 🙂

  • Myślę, że wszystkie te podgrupy tak czy siak należą do grupy Supermatki. Znoszenie tak ogromnego stresu jak w czasie choroby najukochańszego człowieczka na świecie to chyba jedna z najtrudniejszych spraw. Dużo siły, odwagi i mimo wszystko iskierki optymizmu dla matek w szpitalnym majdanie!

  • Każda z nas ma coś z tych cech grup, połączone, wymieszane, czasem bardziej, kiedy indziej mnie, ale zawsze przyjemnie pozytywnie myśleć o sobie jako matce, dla której najważniejsze są dzieci. 🙂

  • Cudny wpis, z poczuciem humoru i dystensem:)
    Marzenie tylko, aby nigdy tego nie doświadczyć na sobie.

  • o chlopcu I

    I każda jest super !!!! To mysi być bardzo trudne doświadczenie …

  • O losie – byłam tam! No, na szczęście poza „rota-mamą” 😛 😀

  • Joanna Koszewska

    Hej Kasiu, ja wystąpiłam w roli zafiksowanej rota matki i matki wielodzietnej…fajnie wyłapałaś osobowości kobiet…ale zauważą to tylko te mamy, które były w szpitalnym majdanie…ja byłam ze swoją 3 tygodniową Gabrysią podczas gdy w domu musiałam zostawić 5 letniego Adrianka ….:(

  • Nie życzę nikomu tego, aby osobiście się przekonać jaką jest matką w szpitalnym majdanie..!

  • A ojcowie? Co z nimi?

    • A jak się nazywa panów, którzy zwykle daliby się pokroić za swoje dziecko, podobno bardzo je kochają, chętnie zabierają na rodzinne uroczystości, a jak matka napisze, że dziecko ma 40 stopni gorączki i jesteście w szpitalu, nie odpisuje przez 1,5 tygodnia? 😉

      Na szczęście jest „wujek”, który przywiózł mamie wodę i śniadanie, a dziecku piżamkę na zmianę i zabawki 🙂 Ech, dorosłe życie.

      • Nie wiem, ale na pewno użyłbym słów brzydkich i powszechnie uznanych za obraźliwe 🙂

  • Ja byłam Konkret-Matka, nie pozwoli się zbyć, bywa pyskata, ale mimo wszystko uprzejma. Uparta, ale dostosowuje się do zaleceń.

  • Troszkę odbiegnę od tematu, ale też o matkach. Bardzo podobny, a nawet szerszy przekrój mam w szkole. Najlepszy przypadek to chyba matka „niedowiarek”, Taka potrafi twierdzić, że jej dziecko to aniołek – nawet jak cała „akcja” utrwalona jest na monitoringu. 😉

  • Wanda Panda

    Kiedy czytałam ten wpis 2 tygodnie temu (na kilka dni przed urodzeniem mojej pierwszej córeczki) pomyślałam: żeby nie było mi dane sprawdzić, jaką matką w tej sytuacji byłabym ja. A teraz czytam go ponownie, bo za 3 tygodnie niestety jedną z nich będę. Moją córeczkę czeka operacja, lekarze mówią, że to prosta sprawa, ale i tak mnie to przeraża, martwię się przeokrutnie a z drugiej strony wiem, że muszę być silna dla niej. Więc trochę sobie płaczę a za chwilę spinam się i przechodzę do działania, bo jest jeszcze tyle innych rzeczy, które muszę i chcę dla niej zrobić i to mnie stawia na nogi.

    • Trzymam mocno kciuki za operację, życzę zdrowia dla córeczki, a Tobie duuużo siły!

      • Wanda Panda

        Dziękujemy