Macierzyństwo zabija kobiecość?

Niefizyczna kobieta ogłuszona, pozostająca w szoku po tym, co się stało, nie zrozumie od razu, że jej już nie ma. Bo przecież nikt nie rozpacza po jej odejściu, nikt nie roni łez, wszyscy się cieszą, zachwycają, gratulują. Jednak nikt nie powie: „Pięknie wyglądasz!”, bo nie wygląda, skoro już jej nie ma.

Ostatnio mąż, nie ukrywając oburzenia, podesłał mi pewien artykuł w którym narodziny dziecka były równoznaczne ze śmiercią kobiety. Wraz ze skurczami rozpoczynała się agonia, która trwała do porodu. Poród zabijał ją fizycznie oraz psychicznie.

0

Kobieta przedstawiona była jako zaniedbana, odrzucająca fizycznie, której obojętne jest to, że podczas zmieniania pieluszki dziecku może się pobrudzić. Rozmawiająca tylko i wyłącznie o dziecku, kupkach i ulewaniu. To tak w skrócie.

Po przeczytaniu tego artykułu byłam przekonana, że napisał to sfrustrowany mężczyzna, który miał problem z odnalezieniem się w roli ojca, zrzucający wszelkie obowiązki na kobietę, która nie była w stanie ich podźwignąć.

Jakie było moje zaskoczenie, kiedy okazało się, że autorem jest kobieta!

Pewnie jedna z tych „wyzwolonych” dla których macierzyństwo to życiowa porażka, której za wszelką cenę należy unikać. A może jest to kobieta, która nie chciała mieć dziecka, a… stało się?

Czy macierzyństwo faktycznie zabija kobiecość?

Kiedy jeszcze studiowałam, na oddziale położniczym miałam praktyki tylko w dzień. Kobiety, choć zmęczone, były przytomne, ogarnięte, z uśmiechem przyjmowały gości. Może faktycznie nie miały make up’u, paznokcie nie były pomalowane na krwistą czerwień, ale czy to jest potrzebne, żeby czuć się kobietą?

Po porodzie wędrując nocą po szpitalnym korytarzu zobaczyłam kobiety, które nic nie ukrywały. Były zmęczone, wyrwane ze snu, poczochrane – to prawda. Ale szczęśliwe i spełnione. Nie tylko jako matki – przede wszystkim jako kobiety.

Dla mnie macierzyństwo ściśle wiąże się z kobiecością. Początki bywają trudne, ale kto jest świetnie zorganizowany, kiedy życie zmienia się o 180 stopni?

Po pewnym czasie rytm życia się stabilizuje i można wziąć się za siebie, do czego każdą mamę zachęcam!

Wiadomo, że maluszek zajmuje wiele czasu, ale nie musimy się zabijać. Dziecko ma przecież ojca! I nie może wymigiwać się od obowiązków pracą – wraca, to przejmuje dziecko chociaż na godzinę. A mama ma wolny czas dla siebie.

Ja mimo, że czasami siedzę w piżamie do południa, ponieważ dziecko mnie absorbuje, nigdy nie wyjdę z domu bez makijażu, staram się zawsze ładnie ubierać. Żeby nie zagubić tej kobiecości. Żeby nikt mnie palcami nie wytykał, że umarłam, bo Filip wyssał ze mnie życie. I naprawdę da się to zrobić. Na spacerach w parku widzę mnóstwo zadbanych mam, więc gdzie autorka tekstu spotkała te „umarłe”? A to, że podczas przewijania zdarzy się ubrudzić? Cóż – proza życia. Ale nigdy umazana nie chodzę. Przecież po to jest woda w kranie i mydło, prawda? Opieka nad dzieckiem nie uwłacza godności.

Dziewczyny, a jak Wy czujecie się jako matki? Jak dbacie o swoją kobiecość?

Tatusiowie – jak Wasze kobiety? Faktycznie „umarły”?

Dołącz do mnie na Facebooku!

Zobacz też:

  • surka

    Pięknie to napisałaś. Ja wcale nie czuję, że umarłam, a wręcz przeciwnie czuję, że właśnie zaczęłam żyć. Dalej dbam o siebie tak samo, jak przed ciążą. Fakt, że czasami mi się pory spa przesuwają, ale jednak jestem teraz odpowiedzialna nie tylko za swoje ciało 😀 i np. dzisiaj odwiedziłam fryzjera, więc można być matką i zadbaną kobietą.

  • Ja tam usłyszałam na następny dzień po porodzie, że ładnie wyglądam 🙂

    to fakt, że kobieta się trochę wyzbywa kobiecości, przynajmniej tej łóżkowej, bo jej piersi chcąc nie chcąc muszą być wyłączone z obszarów zabawy, trzeba się jeszcze trochę powstrzymać od butów na obcasie, których mi aktualnie bardzo brakuje, a powrót do wagi sprzed ciąży to też troszkę bardziej wymagający proces i sama kobieta się czasem dobrze nie czuje w swoim ciele, co się odbija na wszystkim praktycznie.

    Ale bycie fleją tylko ze względu na to, że się dziecko pojawiło to prędzej marna wymówka dla kobiet, które od początku tak właśnie chciały żyć. No i depresja poporodowa też w tym „pomaga”…

  • A tak mi się jeszcze przypomniało – dostałam od siostry książkę, „Ciężarówką przez 9 miesięcy” – jakie to było tragiczne. Przez humorystyczny wydźwięk przebijało się coś na kształt nienawiści i żalu do dziecka, że śmiało zaburzyć jej idealne życie. Cholera, jak się kobieta chce ustrzec przed dziećmi i wypisywać takie rzeczy, to może od razu niech sobie macicę usunie? Bo to chore, że potem będzie swoje życiowe porażki przypisywać dziecku…

  • Agnieszka

    Świetny wpis! Ja też nie umarłam przy dziecku, wręcz przeciwnie dopiero teraz czuję się, jak kobieta. Chociaż były momenty, że denerwowałam się, kiedy wszyscy wokół po porodzie pytali, jak się czuje dziecko, czy ma kolki, ile razy je, co ile śpi, a nie widzieli w tym wszystkim mnie i emocji, z jakimi muszę się zmierzyć. Bo to przecież też niełatwe- jednego dnia jesteś kobietą w ciąży, a drugiego matką, która musi wiedzieć, jak zaspokoić potrzeby swojego dziecka.

    Nigdy nie uważałam, że dziecko cokolwiek mi zabrało. Malowałam się jeszcze w szpitalu, wychodziłam z niego w ładnym ubraniu, na spacery chodziłam zadbana, bo chciałam się czuć dobrze ze sobą i chciałam, żeby moje dziecko pomyślało, że ma ładną mamę 🙂

    Mój mąż, na szczęście, chętnie przejmował młodego, po pracy, więc miałam chwilę, żeby odetchnąć. Chociaż malowanie paznokci do dziś jest hardcorem, muszę robić to, kiedy Mikołaj uśnie, a jak uśnie, to lakier jakoś woooolno schnie i rano mam na nich wzorki ‚pościelowe’ 🙂

  • Iwona335

    Przez 3-4 miesiące po porodzie czułam się właśnie jako „umarła” kobieta. Sama mówiłam, że od dnia przyjęcia do szpitala zostałam obdarta z kobiecości. Ciągłe badania, co chwile ktoś zagląda w krocze, przebiera mnie obca kobieta (położna), potem wietrzenie góry i dołu, cycek na wierzchu. Wtedy czułam się jak przedmiot potrzebny do przeżycia dziecka a nie osobna jednostka, kobieta, żona, matka. Może to tez kwestia samego porodu i połogu ma na to duży wpływ. Moj połóg trwał dobre 6 miesięcy. Dopiero po pół roku powoli wracałam na swoje ścieżki, spotkania z koleżankami na mieście, zakupy. Chęć zadbania o ciało, makijaż. Mogłam wyjść na 2h maks bo przecież karmiłam piersią a laktatora i butelki nie używaliśmy. Byłam przekonana, że nigdy nie wyjde już z domu na dłużej niż 2h z zegarkiem w ręku. Ale wszystko wróciło do normy i mam piękną, bystrą córeczkę i ja sama czuję się kobietą w 100%.
    Dodam, że ciąża była świadoma, bardzo chciana, odliczana co do dnia, test ciążowy był już pozytywny w 31 d.c. Bardzo się cieszyłam i oczekiwałam, na myśl o porodzie pojawiał się uśmiech na mojej twarzy. Jednak rzeczywistość mnie przerosła. Czy byłam kiepsko przygotowana?- wątpie, z resztą sama wiesz jak wspólnie wspierałyśmy się na forum.
    To było bardzo trudne doświadczenie i na sama myśl o tym włosy na rekach staja i ściska gardło.
    Dodam jeszcze, że ogromne znaczenie ma postawa męża, na szczęście ciągle mnie wspierał i mówił „jutro będzie lepiej, sama widzisz, że co dzień się lepiej czujesz” za co jestem mu wdzięczna.
    Przepraszam, że się tak rozpisałam 😛

  • Małgorzata K

    Zabija. Mi przynajmniej zabiło po 6 miesiącach, kiedy zdałam sobie sprawę, że dawny wygląd już nigdy nie wróci. Że rozstęp mięśni brzucha nieodwracalnie zniszczył piękną talię, że rozstępy poorały gładki brzuch, że waga stoi, że piękne długie włosy przerzedziły się i potrzebny będzie przeszczep, że zęby trzeba będzie leczyć jeden po drugim, że strach iść do toalety z powody hemoroidów i kichnąć z powodu nietrzymania moczu. Kocham moją córkę, ale wzoru kobiecości będzie musiała sobie poszukać gdzie indziej, bo mnie ani w sukience ani w kostiumie kąpielowym nigdy nie zobaczy.