Karmienie piersią – dlaczego tak łatwo się poddajemy?

IMG_7270Ostatnio świętowaliśmy Międzynarodowy Tydzień Karmienia Piersią. W sieci pojawiło się mnóstwo zdjęć mam karmiących, moja tablica na Facebooku była rozgrzana od niemowląt i kobiecych piersi. Uwielbiam patrzeć na karmiące mamy i cieszę się, że taka mleczna fala przelała się przez internet. Jednak mam świadomość, że te mamy, które oglądałam to niewielki procent kobiet, które karmią piersią, ponieważ mleczna droga zwykle szybko się kończy. Według badań 4% kobiet karmi swoje dzieci naturalnie po 6 miesiącu życia.

Rzadko kiedy słyszę od kobiet, że nie karmią, bo nie chcą. Zwykle jest to „nie karmię, bo nie dałam rady z…”. Mamy chcą karmić naturalnie, jednak po pewnym czasie znaczna większość przestaje przystawiać dzieci do piersi. Kobiety oczekujące pierwszego dziecka najczęściej nie zdają sobie sprawy z tego, jakie są kulisy karmienia, dlatego zachęcam do tego, aby spotkały się z mamą karmiącą i wypytały jak to wygląda w praktyce. To pozwoli przygotować się psychicznie na to co nas czeka. Dlaczego się poddajemy? Znalazłam kilka przyczyn, które mogą negatywnie wpłynąć na laktację kobiety, części z nich sama doświadczyłam i doskonale wiem, że czasem ciężko stawić temu czoła.

Ból

Karmienie piersią boli. Na początku, w pierwszych tygodniach, kiedy uczymy się prawidłowego przystawiania do piersi, a dziecko uczy się prawidłowo chwytać pierś i ssać. Ból związany jest również z nieprzyzwyczajeniem brodawek do karmienia. Nie da się ich wcześniej przygotować do karmienia. Hartowanie zimną wodą i szorstką gąbką to mit. Ten ból to pierwsze zderzenie z karmieniem piersią, które zamazuje nam obraz szczęśliwej matki z przytulonym niemowlakiem do piersi. Ból jest często bardzo przeszywający, taki, że chwilami masz ochotę wbić się zębami w poduszkę i wyć, a właściwie… robisz to.

Ból nie tylko jest związany z poranionymi brodawkami. Do tego dochodzi nawał pokarmu w pierwszym tygodniu po porodzie. Niby bezbolesny, ale uczucie przepełnionych piersi, które powielają swój rozmiar i wagę, nie jest uczuciem należącym do przyjemnych. Kolejnymi przyczynami bólu są zastoje w piersiach które zdarzają się, kiedy mamy nieprawidłową technikę karmienia lub zbyt długą przerwę w karmieniu. Może do nich przyczynić się również niewygodny stanik do karmienia. Zastoje mogą stanowić prostą drogę do powstania stanu zapalnego w piersi, który nie dość, że jest bolesny, to dodatkowo objawia się bardzo wysoką gorączką.

Bólu nie unikniemy, ale możemy sobie z nim poradzić dbając przede wszystkim o prawidłową technikę karmienia. Z tym pomoże nam doradca laktacyjny, do którego już w czasie ciąży polecam zapisać sobie numer w telefonie.

Zmęczenie

Mleko mamy jest najlepsze, nie ma wątpliwości. Dobrze się przyswaja, szybko trawi, dlatego dzieci karmione piersią zwykle żądają jej częściej, niż dzieci karmione mlekiem modyfikowanym upominają się o butlę. Mleko modyfikowane trudniej się trawi, dziecko przez dłuższy czas ma zapełniony żołądek i nie potrzebuje tak częstego karmienia jak niemowlę karmione piersią. Mamy często rezygnują z karmienia piersią ze względu na zmęczenie oraz zarwane noce i przechodzą na łatwiejszą metodę karmienia. Filip, karmiony mlekiem modyfikowanym pierwszą przespaną noc miał w 3 miesiącu życia (choć później oczywiście były momenty, kiedy wracał do nocnego jedzenia). Michał karmiony piersią… od 9 miesięcy się budzi, a ja od 9 miesięcy nie przespałam ani jednej pełnej nocy. Nie mówię, że nie jestem zmęczona. Ciężko wstawać kilka razy kiedy maluch ząbkuje i potrzebuje wyciszyć się przy piersi. Wykorzystuję chwile karmienia na sen, bo nie śpimy w jednym łóżku, jednak daję radę funkcjonować, mimo, że w ciągu dnia nie mam szansy się zdrzemnąć. Przy pierwszym dziecku o złapanie chwil snu w ciągu dnia jest znacznie łatwiej niż przy kolejnym. Jednak opisując już kiedyś moje zdanie na temat karmienia mlekiem modyfikowanym – wydaje się łatwiejsze niż karmienie piersią, ale jest z tym wiele zachodu. Ja płaczące dziecko w jednej chwili przystawiam do piersi, a przy mleku modyfikowanym zrobienie mieszanki zajmuje trochę więcej czasu, dziecko będzie czekać dłużej, dłużej płakać, przez co wybudzi się bardziej ze snu i będzie miało problem z zasypianiem na nowo.

Dieta mamy karmiącej

Ten mit krąży od dawna. I, mimo że cały czas się mówi o tym, że nie ma diety mamy karmiącej, to część mam próbuje przetrwać na kurczaku, ryżu i marchewce. W obawie o kolki, o alergie, przed którymi i tak najczęściej naszych dzieci nie uchronimy nie jedząc. Mleko nie tworzy się z  treści żołądka, tylko z krwi. Dlatego nie musimy rezygnować z pierogów z kapustą i grzybami, truskawek czy zupy fasolowej. Mamy jedzą mało, dieta nie jest zbilansowana i w efekcie produkcja mleka jest mniejsza. Dziecko płacze, mama sięga po mleko modyfikowane, co również sprzyja zmniejszeniu produkcji pokarmu. Koło się zamyka… Możemy jeść wszystko karmiąc piersią, jednak musimy obserwować dziecko, czy nie ma objawów alergii, ponieważ w mleku przekazujemy dzieciom alergeny. Jeśli okaże się, że coś naszemu maluchowi nie służy, wtedy dopiero wprowadzamy dietę eliminacyjną i odstawiamy jeden podejrzany produkt z naszej diety. Ale po jakimś czasie znów próbujemy go wprowadzić, ponieważ alergia może okazać się przejściowa.

Zbyt mała wiedza

Na własnej skórze doświadczyłam tego, że łatwo się poddać, kiedy brakuje odpowiedniej wiedzy. Wiele osób próbuje nam doradzać, ale czasami te rady mogą być sprzeczne z nauką i w konsekwencji mogą zaszkodzić (jak na przykład z dietą mamy karmiącej). Źle może doradzić każdy – położna, lekarz, mama, koleżanka. Zdarza się, że słyszę od koleżanek – nie karmię, bo pediatra powiedziała, że moje dziecko ma alergię na mleko i kazała przejść na mm, albo, że dziecko zbyt mało przybiera na wadze i muszę przestać karmić, bo mam niewartościowy pokarm. Zła jestem, kiedy położna mówi młodej mamie, żeby karmiła mieszanką, bo dziecko ma żółtaczkę. To wszystko bzdury, z którymi ciężko walczyć bez odpowiedniej wiedzy. Bardzo ubolewam nad tym, że część osób z medycznego środowiska nie jest na bieżąco z wiedzą i przekazuje młodym mamom mity. Dlatego warto szukać w sprawdzonych źródłach, pytać osób, które swoją wiedzę na bieżąco aktualizują. Warto dowiedzieć się jeszcze przed porodem co robić w czasie nawału, zastoju, w jaki sposób prawidłowo przystawić dziecko. Taka wiedza pomoże nam w pierwszych dniach karmienia i w pierwszych kryzysach. W końcu lepiej iść na sprawdzian przygotowanym, prawda?

Brak wsparcia

Karmienie piersią jest wymagające. Szczególnie początki, kiedy nas boli, dziecko potrzebuje bliskości i jesteśmy narażone na spore obciążenie fizyczne. Nocne wstawanie w połogu jest sporym wysiłkiem, ponieważ jesteśmy zmęczone porodem, osłabione i dodatkowo narażone na wahania hormonalne i związane z nimi obniżenie nastroju. Żeby przetrwać najtrudniejsze chwile, potrzebujemy wsparcia. Kogoś bliskiego, kto zrobi nam śniadanie, zajmie się dzieckiem, żebyśmy mogły wypić ciepłą herbatę czy wziąć kąpiel zamiast szybkiego prysznica. Wydaje się to tak niewiele, ale ma ogromne znaczenie dla młodej mamy. Dajmy sobie pomóc. W dzisiejszych czasach próbujemy być świetne na 100% w każdej dziedzinie życia. Warto jednak pomyśleć o sobie i odpocząć trochę, kiedy jest taka możliwość.

Karmienie piersią nie jest łatwe, szczególnie na samym początku. Wtedy łatwo się poddać, ale dzięki silnej motywacji, jakią jest zdrowie naszego dziecka, warto przetrwać ten trudny czas, żeby później czerpać radość z karmienia i cieszyć się tą wygodą. Wiem to własnego doświadczenia – przy pierwszym dziecku się poddałam, a w drugiej dobie po drugim porodzie w głowie myśli „ten koszmar znów wrócił, znów się nie uda”.  Tylko tym razem miałam większą wiedzę, większą motywację i wsparcie. Przetrwałam ból, a potem było już tylko lepiej. Karmię 9 miesięcy. Bez nawet odrobiny mleka modyfikowanego. Jestem bardzo dumna, że się tak łatwo nie poddałam, do czego i Ciebie zachęcam.

IMG_7275

Dołącz do mnie na Facebooku!

Zobacz też:

  • Wsparcie i przykład to chyba najbardziej kluczowa rzecz jeśli mowa o karmieniu piersią. Ja mam wrażenie, że to nadal rzecz, której się trzeba wstydzić, którą trzeba chowac, która wprowadza w zakłopotanie. A szkoda, bo zupełnie nie rozumiem tego. Młodym mamom życzę więcej odwagi i samozaparcia pomimo wszystko!

  • Justyna Kopystyńska

    Mało się mówi o tym, że karmienie to często pot i łzy. Przedstawiane jest jako piękny obraz uśmiechniętej matki i dziecka. A prawda moim zdaniem jest taka, że karmienie ma slodko- gorzki smak 🙂
    Ja pierwszego syna karmilam rok i miałam wiele chwil zwątpienia. Najczęściej było to spowodowane uwagami innych o tym, że mój pokarm jest niewystarczający ponieważ np. dziecko często chce być przy piersi. Ciężkie były też kryzysy laktacyjne.

  • Bogusia

    Karmienie piersa jest dla mnie sprawa gdzie patrze z zazdroscia . – Walczyłam przy dwojce Dzieci. Przy corce niestety nie udało sie od samego poczatku – odciagalam swoj pokarm przez 5 mieiseicy.Przy synu karmilam tylko tydzien – bo bilirubina wybiła bardzo wysoko i nie był w stanie ssac – odciagałam swoj pokarm 7 miesiecy. U mnie nie dało sie – przeszłam przez poradnie latatcyjne, doradców….. a może moje Dzieci sa wygodne 😉

    • Ika

      Chylę czoła przed Mamą kpi. Odciągałam towarzysząco przez niecałe dwa tygodnie dla dla „rozbujania” laktacji, trochę wiem, jakie to wymagające. Jesteś wielka 🙂