Gdy dziecko nie doczekało narodzin

ddgf

Dziś na blogu poruszę trudny temat. Trudny, ale bardzo ważny, w szczególności dla osób, które znalazły się w takiej sytuacji i szukają odpowiedzi na wiele pytań. We wpisie prócz informacji ode mnie, będziesz mogła przeczytać też rozmowę z moją koleżanką, która w 30 tygodniu ciąży dowiedziała się, że serce jej synka przestało bić i która doświadczyła porodu martwego dziecka.

Przyczyny wewnątrzmacicznego obumarcia płodu mimo postępów medycyny nadal często nie jest znane. Diagnostyka obejmuje szeroki zakres badań, aby móc ocenić ryzyko na przyszłość dla kobiety, oraz otoczyć ją odpowiednią opieką w kolejnej ciąży. Zdiagnozowana przyczyna śmierci dziecka daje możliwość wyleczenia konkretnej choroby, która je spowodowała i co zapobiegnie stracie kolejnej ciąży.

Na pewno utrata ciąży, niezależnie od jej czasu trwania jest olbrzymim bólem, szokiem i traumą dla matki i ojca dziecka.

Poronienie

Poronienie to zakończenie ciąży przed 23 tygodniem. Co szósta ciąża kończy się poronieniem, choć są badania, a najczęściej dochodzi do niego przed implantacją (50%) w dniu spodziewanej miesiączki. Po 8 tygodniu ryzyko poronienia zmniejsza się o 10%, a po 13 tygodniu ciąży ryzyko poronienia spada do 1-3 %.

Są trzy możliwości postępowaniu w poronieniu. Oczekująca, farmakologiczna oraz chirurgiczna.

Poród martwego dziecka

Poród martwego dziecka dotyczy ciąży po 23 tygodniu. W Polsce częstość obumarcia płodu dotyczy 4,2-6,7/1000 ciąż. Im później kobieta traci dziecko, tym silniej to przeżywa. Przez wiele tygodni buduje swoją więź z dzieckiem, a nagle wszystko się kończy, serce przeszywa ogromny ból.
Niestety informacja o śmierci dziecka w łonie matki to dopiero początek ciężkiej drogi. Czeka ją bowiem poród i żałoba po stracie.

Często ludzie oburzają się, dlaczego kobieta ma cierpieć, ma czuć ból i nie można u niej wykonać cesarskiego cięcia. Cały czas jest to kontrowersyjny temat, ponieważ matkę czeka wiele godzin porodu, jednak personel medyczny chce dla niej jak najlepiej.

Lekarze wybierają poród drogami natury z wielu względów.

  • Kobietom łatwiej jest dojść do formy fizycznej niż po porodzie przez cięcie cesarskie.
  • Poród drogami natury jest bezpieczniejszy dla kobiety – po wewnątrzmacicznym obumarciu płodu mogą pojawić się problemy z krzepnięciem krwi, co podczas operacji może być zagrożeniem życia matki.
  • Po porodzie drogami natury kobieta szybciej może starać się o kolejne dziecko – po cięciu cesarskim powinna odczekać około 2 lat.
  • Cesarskie cięcie wykonuje się wtedy, kiedy płód jest bardzo duży, lub nieprawidłowo ułożony w łonie matki.

Czynniki ryzyka wewnątrzmacicznego obumarcia płodu

  • Wady rozwojowe
  • Choroby matki (np. nadciśnienie tętnicze, cukrzyca)
  • Problemy z łożyskiem (przedwczesne odklejenie, zaburzenia przepływu matczyno-łożyskowego)
  • Infekcje
  • Wewnątrzmaciczne zahamowanie wzrostu płodu (IUGR)
  • Inne

Postępowanie

Ze względu na szereg zagrażających życiu matki powikłań nie czekamy aż poród zacznie się samoistnie. Często indukcja porodu jest długotrwałym procesem ze względu na to, że niewiele płodów umiera w terminie porodu. Szyjka macicy nie jest dojrzała i gotowa do rozwierania, dlatego trzeba podawać kobiecie prostaglandyny. Zaleca się wykonanie amniocentezy, czyli przebicia pęcherza płodowego, co przyspiesza poród. Stosowana jest również kroplówka z oksytocyną na wywołanie regularnych skurczów macicy.

W tym trudnym czasie należy objąć kobietę szczególną troską. Wskazana jest konsultacja z psychologiem szpitalnym. Kobieta powinna być z bliską jej osobą. Powinna być w jak najbardziej delikatny sposób informowana o tym, co się z nią dzieje na każdym etapie porodu jak i po nim. Dla personelu medycznego śmierć dziecka jest również ciężkim doświadczeniem. Ważne jest, aby kobieta nie rodziła na sali z innymi rodzącymi oczekujących zdrowych dzieci. Po porodzie również powinna być przeniesiona na oddział ginekologiczny, gdzie widok noworodków ani ciężarnych nie będzie ciągle przypominał jej o tym co się wydarzyło.

Po porodzie wykonuje się szereg badań, które mogą pomóc w ustaleniu przyczyny śmierci dziecka.

Żałoba

Po stracie dziecka rodziców czeka przejście żałoby. Żałobie mogą towarzyszyć różne, czasem skrajne emocje. Ważne jest, aby rodzice wiedzieli jak przebiega jej proces.

Wyróżniamy kilka etapów żałoby:

  • Zaprzeczenie – rodzice nie dopuszczają do siebie myśli, że ich dziecko nie żyje. Dlatego częstą praktyką po porodzie jest pokazanie im dziecka wcześniej umytego i zawiniętego w pieluszki. Jest to ważny proces, który pomaga rodzicom przejść przez żałobę.
  • Dezorganizacja – rodzice nie potrafią sprostać codziennym obowiązkom. Chcą się izolować, mają zaburzenia snu, są bez energii.
  • Poczucie winy, bunt – na tym etapie rodzice obwiniają się za śmierć dziecka, lub szukają winnych w otoczeniu. Pragną odpowiedzi na pytanie „dlaczego?”.
  • Depresja – rodzice są apatyczni, nie widzą sensu życia, skupiają się na śmierci dziecka. Czują się osamotnieni  i niezrozumiani.
  • Pogodzenie się ze stratą – to ostatni etap żałoby, przychodzi z czasem. Pozwala na akceptację tego, co się wydarzyło.

Dobrze jest mówić o uczuciach, emocjach, o tym co się wydarzyło. Nie należy zamykać się w sobie i udawać, że nic się nie stało. Trzeba tę żałobę przejść.

 

Rozmowa z mamą, która straciła swoje dziecko

Informacja, że serce Twojego dziecka przestało bić jest na pewno traumatycznym przeżyciem. A to dopiero początek ciężkiej drogi, która Cię czeka. Co było najgorsze podczas całej procedury medycznej związanej z porodem martwego dziecka?

Wbrew pozorom dla mnie nie sam poród był najbardziej traumatyczny. Pamiętam go jako coś, co po prostu trzeba było zrobić. Mój poród zresztą – mimo pośladkowego ułożenia dziecka – odbył się błyskawicznie, od momentu podania oksytocyny do powrotu na salę w pojedynkę minęły chyba zaledwie cztery godziny. O wiele gorzej wspominam chociażby moment, w którym musiałam powiedzieć o tym, co się stało mężowi czy mamie. To było straszne.

Jakie były objawy, które wskazywały na to, że z Twoim dzieckiem dzieje się coś złego?

Moja pierwsza ciąża była właściwie od początku problematyczna. Najpierw ok. 12  tygodnia ciąży (tc) pojawiło się plamienie – ale wiele kobiet je miewa i wszystko jest OK. Potem już ok. 20 tc doszły twardnienia macicy, z powodu których trochę skróciła się szyjka, leżałam 2 tygodnie w szpitalu. Następnie zaczęło mi się podnosić ciśnienie, choć nie w wysokim stopniu. Na te wszystkie dolegliwości albo leżałam w szpitalu, albo miałam leki. Po wyjściu ze szpitala właśnie z nadciśnieniem kiepsko się czułam i słabo czułam ruchy dziecka. Poszłam do lekarza, który jednak stwierdził, że wszystko jest OK, na USG również, nie ma się czym martwić. Jednak ruchy nadal były słabe. Kilka (dosłownie 4-5) dni później poszłam zatem kolejny raz i wtedy nie było już dobrze. Tak dokładnie powiedział lekarz, do dziś to pamiętam. Nie jest dobrze, nie ma tętna…

Wiele osób uważa, że kobiety, które straciły dziecko powinny mieć wykonywane cięcie cesarskie. Ty rodziłaś naturalnie. Czy uważasz, że poród martwego dziecka drogami natury jest złym rozwiązaniem?

Uważam, że w całym tym koszmarze poród siłami natury jest jednak korzystny dla kobiety. Cesarskie cięcie to operacja, która niesie za sobą o wiele poważniejsze konsekwencje niż poród siłami natury. I później trzeba dłużej odczekać, jeśli chce się starać o kolejną ciążę. Dla mnie to było akurat bardzo ważne, bo po stracie zaczęliśmy się starać o dziecko, jak tylko dostaliśmy „zielone światło” (dokładnie pół roku).
Wiem, że dla ludzi, którzy patrzą na to z boku konieczność urodzenia dziecka może wydawać się straszna, ale w dłuższej perspektywie tak jest po prostu lepiej.

Jak według Ciebie powinien się zachowywać personel medyczny?

Personel medyczny powinien pamiętać, z jaką sytuacją ma do czynienia. Ja mam dość niemiłe wspomnienia, jeśli chodzi o jednego lekarza i jedną położną, która regularnie dawała mi reprymendy, że nie współpracuję i cyt. że gdybym rodziła żywe dziecko, to mogłabym mu zaszkodzić. No cóż, w tamtym momencie taki scenariusz był poza zasięgiem mojego rozumowania..

Czy obecność psychologa jest Twoim zdaniem niezbędna w szpitalu?

Na pewno przydatna. Szczególnie, jeśli jest to psycholog, który specjalizuje się w tego typu przypadkach. Do mnie przyszła jakaś młoda dziewczyna, ale prawdę mówiąc za wiele mi nie pomogła. Ustaliłyśmy, że mam wsparcie od bliskich i że muszę to sobie poukładać i tyle. Później z pomocy psychologa już nie korzystałam, ale były inne formy wsparcia, które mnie mocno podtrzymywały na duchu – m.in. grupa wsparcia na forum internetowym.

Wiele bliskich osób nie porusza tematu, który dotyka kobiety bo nie wie w jaki sposób to zrobić. Często omijają temat rozmawiając o przyziemnych rzeczach. Boją się reakcji. Czy Ty jako kobieta po tak trudnym doświadczeniu chciałaś o tym rozmawiać, czy wolałaś, aby nikt nie pytał o to co się wydarzyło?

Chciałam rozmawiać. Wiem, że ludzie reagują w różny sposób, to chyba zależy od tego, czy ktoś jest ekstra- czy introwertykiem albo po prostu od tego, jak radzi sobie w takich sytuacjach. Dla mnie mówienie o tym, szczególnie z osobami, które czują to samo, bo to samo przechodziły (ww grupa) było bardzo pomocne, gdyby nie to, to mogłabym o wiele trudniej przejść tę trudną żałobę.

Aby przejść przez żałobę ważny jest moment zobaczenia dziecka. Wiele osób, które tego nie doświadczyły wzburza się, że to zbyt traumatyczny widok i nie powinno się pokazywać rodzicom zmarłego dziecka. Czy uważasz, że jest to złe postępowanie?

Nie wiem. Ja też nie widziałam dziecka. Syn nie żył już prawdopodobnie od kilku dni, w szpitalu chciano mi oszczędzić tego widoku. Mnie było wtedy tak naprawdę chyba wszystko jedno, po prostu poddałam się temu, co się działo i decyzjom, jakie podejmowano. Wiadomość o tym, że dziecko nie żyje spadła jak grom, potem szybko poród, nie było czasu na zastanawianie się i żadne przemyślenia. Po wszystkim zdarzało mi się kilka razy o tym myśleć, ale prawdę mówiąc wolę przyjąć to, co było w takim stanie, jaki jest. Nie chcę się nad tym zastanawiać i robić samej sobie wyrzutów. Mam w głowie wyobrażenie mojego dziecka jako pięknego chłopca, którego te rzeczy, które się wydarzyły nie dotyczą i tak niech zostanie.

Czy decyzja o kolejnym dziecku była trudna do podjęcia?

I tak, i nie. Nie – bo bardzo pragnęliśmy dziecka. Strata bardzo nas dotknęła, wiedzieliśmy, że zdrowe, żywe dziecko niejako przyniesie nam ukojenie (ale nie zrozum mnie źle; drugie dziecko nie było lekarstwem, jednak jego pojawienie się dało taki „skutek uboczny”). Tak, bo bardzo baliśmy się ciąży (szczególnie, że nigdy nie dowiedzieliśmy się, jaki był powód straty pierwszej), jak się okazało, całkiem słusznie.

Jaki był przebieg kolejnej ciąży? Byłaś wyczulona jeszcze bardziej na wszelkie niepokojące objawy?

Niestety ciąża była trudna. Wizyty i USG miałam co 2 tygodnie, a czasami i co tydzień. Znów jakieś plamienie, które dla mnie urosło już do rangi tragedii. Później przyplątała się cukrzyca ciążowa. Szczęśliwie tym razem lekarz trzymał rękę na pulsie i jak tylko pogorszyły mi się parametry krzepliwości, dostałam lek na rozrzedzenie krwi (który moim zdaniem uratował moje drugie dziecko). Jednak gdy dziecko przestało rosnąć po 30 tc, lekarz nie zareagował. Wówczas to ja podjęłam decyzję o konsultacji z innym lekarzem, który mnie natychmiast zostawił w szpitalu (z diagnozą IUGR), gdzie 2 tygodnie później po USG z kiepskimi wynikami, z kiepskimi KTG i jakimiś drobnymi skurczami podjęto decyzję o cięciu. Decyzję, za którą będę wdzięczna szpitalowi (CSK w Ligocie) do końca życia, bo dzięki niej na świat przyszedł nasz wyczekiwany, piękny, idealny synek, który obecnie ma 2,5 roku. Urodził się wprawdzie o miesiąc za wcześnie i ważył malutko, bo niecałe 2 kg, ale wszystko szybko nadrobił i obecnie w niczym nie ustępuje rówieśnikom. Jest błyskotliwy, rozgadany, zawsze uśmiechnięty, żywiołowy (czas aż nadto, czym przyprawia mnie, przewrażliwioną matkę o kolejne siwe włosy). Wynagradza wszystko, jest całym naszym światem.

Czy masz jakieś rady dla kobiet, które znajdują się w takiej sytuacji w jakiej Ty się znalazłaś?

Pozwólcie sobie przeżyć żałobę. Nie tłumcie uczuć, emocji, bo to prędzej czy później wyjdzie. Bądźcie dla siebie dobre i wyrozumiałe. Nie ma słów, które w takiej sytuacji Was pocieszą, wiem, jak reagujecie na: jesteś młoda/będzie następne… Ale z jednym frazesem nie sposób się nie zgodzić. Czas naprawdę leczy rany, choć nigdy, przenigdy o nich nie zapomnicie.

Dołącz do mnie na Facebooku!

Zobacz też:

  • Dziwimy się lekarzom i położnym, że bywają obojętni na takie sytuacje. Nie mówię, że to coś dobrego. Dobrze, żeby zachowali trochę empatii, jednak ja od wielu mam, które utraciły dziecko słyszałam, że mimo iż w szpitalu rzeczywiście przeżyły traumę, to najgorsza była reakcja bliskich.
    Dla niej to był cios i ogromna strata. A jedyne co słyszała od ludzi wokół: „Zrobicie sobie następne”, „Przecież to był tylko płód – co tak rozpaczasz”. Jedna moja koleżanka powiedziała mi, że tylko ja jej złożyłam kondolencje ze względu na śmierć dziecka – nienarodzonego.
    Myślę, że dopóki wśród społeczeństwa będzie takie podejście, to nie można liczyć na empatię wśród całego personelu medycznego.

  • jest tyle pytań na które nie ma odpowiedzi 🙁 martwi mnie tylko to, dlaczego z diagnozowaniem zwlekają tak długo.

  • Nawet nie jestem w stanie wyobrazić sobie, co czują takie matki 🙁 Potrzeba naprawdę dużo odwagi i siły, żeby podnieść się po takiej tragedii…

  • Strasznie trudny temat. Do czytania, a do wypowiadania się pewnie jeszcze trudniejszy…

  • Trudny temat. Niestety to zostaje długo w pamięci i na pewno przy kolejnych ciążach obawa wraca.

  • Przeczytałam i przyznam szczerze, że nie wiem, co napisać, bo każde słowo wydaje mi się banałem. Jestem aktualnie w 23-cim tygodniu ciąży i być może dlatego wpis zrobił na mnie ogromne wrażenie. Co by nie powiedzieć, temat jest trudny, smutny i poruszający…

    • Nature by Me

      Jeśli jesteś w ciąży, to nie czytaj takich rzeczy…

      • A dlaczego nie? Czytam wpisy, które mnie interesują i nie odnoszę ich do mojego aktualnego stanu, chociaż naturalnie mocniej je przeżywam :).

        • Nature by Me

          Nie miałam nic złego na myśli, chodzi mi tylko o to, że nie ma co się niepotrzebnie stresować 🙂

  • Szczerze przyznam, strasznie się to czytało. Czytalam troszkę skacząc po tekście. Nie byłam w stanie przeczytać tego wszystkiego od A do Z. W gardle gula, do oczu napływaja łzy. Sama mam straszne doświadczenia z lekarzami, jak potrafią być obojętni w stosunku do „złych wyników”. Gdy przeczytałam, że w Twojej rozmowczyni rozmowie, lekarze nie zareagowali, że dzięki Bogu podjęto decyzję o cesarce – gotuje się! Jak można być takim ignorantem??!!??!!
    Moja przyjaciółka pracuje w szpitalu. Zaszła w ciążę. Wielka radość! W 4 tyg ciązy poprosiła kolegę o USG. Okazało się że ciąża zagrożona! Od razu skierowanie na L4, leki podtrzymujące ciążę. Mówiła, że miała 60% szans na poronienie. Powiedziala też, że lakrze nie chcą robić USG tak wcześnie. To chore!
    Nawet nie chcę myśleć co czuję kobieta w obliczu takiego ignoranctwa!

  • Nature by Me

    Nie wyobrażam sobie nawet co musi czuć kobieta, która urodziła martwe dziecko. Chyba nawet nie chcę sobie wyobrazić i bardzo współczuję.

  • Niecierpię takich lekarzy, którzy nie sprawdzą, nie zlecą dodatkowych badań. Ja sama będąc w drugiej ciąży dostałam bardzo obfitego krwawienia, które trwało miesiąc! a mnie zgłaszającą się do szpitala, całą w nerwach, traktowano jak natręta. Na szczęście wszystko skończyło się dobrze. Ale nie wyobrażam sobie, i nawet nie chcę próbować, jak to jest stracić dziecko, jeszcze w tak zaawansowanej ciąży…

  • Dla mnie jest to niewyobrażalne przeżycie. Współczuję każdej kobiecie, którą coś takiego spotkało. Takie sytuacje nie powinny mieć miejsca. I chyba najgorsze w tym wszystkim jest to, że nie wiadomo dlaczego tak się dzieje.

  • To straszne doświadczenie. Znam rodziców, którzy to przeżyli :(. Nie rozumiem dlaczego politycy nie przyznają, że to było dziecko, człowiek. Czy kobieta, która straciła w ten sposób dziecko mówi o tym: straciłam ciążę, moja ciąża obumarła, mój płód obumarł? Chcą nam to wmówić :/….

  • ‚Tragedia. Ale też trudne jest to co dzieje się potem, konieczność powrotu do „normalności”. Bardzo dobrze, ze weszły nowe przepisy, które biorą pod uwagę aspekt psychologiczny i zalecają by kobieta po takiej stracie nie przebywała na sali z matkami i ich dziećmi.

  • Jestem w 38 tygodniu ciąży i cały czas boję się o swoje dziecko. Zwłaszcza, że moja mama właśnie w 8 miesiącu urodziła martwego synka, bo jego serduszko przestało bić. Współczuję rodzicom, którzy muszą zmierzyć się z tak wielką tragedią 🙁

  • To jeden z najtrudniejszych tematów. Kilkanaście tyg. temu, bliska mi osoba, w 5 miesiącu dowiedziała się, że jej dziecko ma tak liczne wady rozwojowe, że nie przeżyje po porodzie. Postanowiono natychmiast wywołać poród. To co działo się u nas do czasu porodu, to jakiś koszmar. Ja matka trójki zdrowych dzieci poddałam się, podczas gdy ona miała kamienna twarz. Nie potrafię sobie wyobrazić, co czuję matka, która musi urodzić żywe dziecko i musi być bierna i nie może walczyć o jego życie, bo wie, że ta walka z góry będzie przegrana. Ale musi je urodzić! Nie byłam w stanie jej pomóc, bo sama byłam w rozsypce…

  • To ważny temat dla wielu kobiet. Dobrze, że go poruszyłaś, bo zrobiłaś to profesjonalnie i subtelnie. Wywiad na końcu dał mi dużo do myślenia

  • msmaggi

    To bardzo ważny temat. Straciłam w tamtym roku córeczkę w 35 tc. Rodziłam naturalnie, choć na początku wydawało mi się, że nie mam siły, nie mam motywacji. Personel w szpitalu wszystko zrobił jak trzeba. Poród rodzinny, piękny pomimo okropnych okoliczności. Bardzo dobrze go wspominam. To było moje drugie dziecko. Pierwszy, zdrowy syn dał mi po tej tragedii dużo siły i motywacji, by dalej żyć. Obecnie jestem w trzeciej ciąży. Na razie staram się pozytywnie myśleć, choć wiem, że końcówka może być nerwowa. Wierzę jednak, że wszystko skończy się dobrze. A o mojej córeczce nigdy nie zapomnę. Jej obraz słodkiej buźki cały czas noszę w sercu i w pamięci.

  • Kacha09

    Ja o tym, że moje dzieciątko będzie strasznie chore, że umrze we mnie zanim się urodzi, dowiedziałam się w 20 tygodniu ciąży. Dla nas, rodziców upragnionego, wyczekiwanego i najbardziej kochanego na świecie maleństwa był to szok. Ale poród naturalny to w moim odczuciu było to, co mogłam dla niego zrobić, wydać na świat dając mu całą moja miłość. Nie chciałam go zobaczyć, bo w moich myślach zawsze będzie najpiękniejszym dzieciątkiem na świecie. Nie jest łatwo pogodzić się ze stratą, ale wiem, że ranienie, rozgrzebywanie nikomu nie pomoże, staram się pogodzić z tym, co się stało, iść dalej, ale nigdy nie zapomnę i nie przestanę kochać.

  • M

    Pol roku temu urodzilam slicznego synka w 7 mieciacu ciazy.serduszko nie biło.moje zycie teraz?udaje ze wszystko jest ok.boje sie kazdego Dnia.osaczam męża.pilnije na kazdym kroku.mam dwojke dzieci….ale nawet to nie pomaga mi normalnie żyć.stworzylam toksyczne malzenstwo.zyje w stachu ze zostane sama.pomocy….

    • Bardzo mi przykro, że doświadczyłaś śmierci dziecka. Nigdy nie ma wystarczająco wiele słów, aby powiedzieć coś odpowiedniego w takiej chwili. Dobrze, że masz przy sobie dzieci i męża, ale jeśli sama zauważasz, że tworzy się toksyczna relacja, to może pomyślcie o pomocy specjalistycznej? Czasami warto, aby na rodzinę spojrzał ktoś spoza i doradził jak odnaleźć się na nowo w tak trudnej sytuacji. Mam nadzieję, że uda Ci się wyjść na prostą. Pół roku to niewiele czasu, na pewno rana nadal jest świeża i bolesna.

      • M

        Dziękuję.
        Bylam u psychologa sama dwa razy.myslalam ze będzie dobrze.jednak cos nie gra miedzy mna a mezem.on rozumie moje wahania nastroju,wspiera.jednak ja nie czuję sie pewnie. We wszystkich kobietach widze potencjalne partnerki meza. Zazdrosc mnie niszcY.czasami to sobie mysle ze moze lepiej byloby zebym umarla…

        • Może pomoże Wam wspólna terapia? Lub pomoc lepszego specjalisty w takich momentach, czyli psychiatry? Daj sobie pomóc. I nie mów, że lepiej byłoby gdyby Ciebie nie było. Masz kochającą rodzinę, masz dla kogo żyć. Musisz tylko na nowo nadać życiu sens po trudnym wydarzeniu. Nie trać nadziei

    • Kaja

      Czesc ja 8 sierpnia 2017 urodzilam martwego synka w 6 miesiacu nie umiem sie z tym pogodzic, dojsc do siebie i tez mam dwojke dzieci, nie potrafie zyc.Bylam u psychologa ale nic narazie mi to nie pomoglo.I tak jak Ty z mezem nie umiem sie dogadac to jest straszne co mnie spotkalo.Ciaza byla idealna , do momentu gdy przestal sie ruszac pojechalam szybko do lekarza i synek juz nie zyl.Nie ma przyczyny jestem zalamana ??

      • Natalia Wyrwas

        Witam ja 24.09.2017 urodziłam martwego syna w 37 tc. Syn był owiniety pepowina 3 razy. Bol żal i rozpylacz z mojej strony jest straszne ibtrwa do nadal nie wiem czy kiedykolwiek się z tym pogodze. Aczkolwiek w to wątpię nie potrafię patrzeć na ciężarne a co dopiero na noworodki. Mam 24 lata i to było moje pierwsze dziecko które tak bardzo pragnęła. Jestem codzień na cmentarzu u synka. Zamknęłam się w sobie i oddałam się od najbliższych mi osób. Nie potrafię udawać że już jest że mną ok. Noc i ranek kończą się płaczem dla mnie. Mój związek na tym cierpi bo stałam się zimną i oschla osoba. Psycholog mi nie pomaga cały czas jestem na lekach. Nie chce stracić partnera bo tylko mi on pozostał. Pomóżcie mi

        • Regi

          Kochana.Ja 22.09.17 urodziłam martwą córeczkę w 33tc.przeżywamy to samo.
          To wszystko nie powinno sie wydarzyć..ty chociaż znasz przyczynę..u mnie nic nie wyszło.trzymaj sie jakoś.

          • Basia

            Mojemu synkowi serduszko przestało bić w 38tc. Urodziłam go siłami natury 21-09-2017, ważył 3260 był gotowy by przyjść na świat. Niedawno okazało się, że mam trombofilię i najprawdopodobniej zakrzep spowodował jego śmierć… To moje pierwsze dziecko, na które czekaliśmy z mężem 4 lata. Nie wiem czy zdecyduję się na kolejne, wiedząc o mojej chorobie. W sumie nie wiadomo co lepsze. Gdybym nie wiedziała że ją mam pewnie bym się zdecydowała, choć szanse na urodzenie zdrowego dziecka byłyby mniejsze…

          • Regi

            U mnie finalnie skończyło się na testach dna i okazało się że też mam Trombofilie, więc najprawdopodobniej powstał zakrzep …co za straszna choroba i gdyby człowiek wiedział to odpowiednie prowadzenie ciąży i nasze dzieciaczki by żyły

          • Basia

            Dobrze, że znasz prawdopodobną przyczynę. Cieszę się, choć wiadomo najlepiej gdyby jej nie było i córeczka byłaby z Tobą. Minął rok od straty naszych pociech, a ból wciąż taki sam… mimo że jestem w kolejnej ciąży, to gdy pomyślę o Adaśku wcale nie jest lżej niż było. Pozdrawiam gorąco.

          • Regi

            Ale Ci zazdroszczę, ja mam trudności i nie tak łatwo będzie..jeśli mogę wiedzieć to jakie leki nazywasz?ja mam od hematologa…plus Acard i Wit.B

          • Basia

            Tak normalnie na stałe nie mam leków, ale teraz w ciąży codziennie zastrzyki w brzuch Neoparin 0,4 no i 2 tabletki Acardu. Trzymam za Was mocno kciuki. U nas z pierwszym dzieckiem też było ciężko (4 lata starań), a z drugą ciążą zero problemów. Nie spodziewałam się, że tak szybko nam się uda. Teraz odchodzę od zmysłów, gdy dziecko się przestaje ruszać na dłużej, ale jakoś muszę to przetrwać. Oby tylko rozwiązanie było pozytywne.

          • Joanna

            Witaj Basiu, ja przed 3 tyg stracilam córeczkę w 33 tyg. ciąży. Okazało się, ze na łożysku utworzyl sie skrzep. Lekarz domniewa że tez choruje na zakrzepice. Zdecydowaliscie się z partnerem, mimo tej choroby, na kokejne dziecko? Jestem bardzo ciekawa jak wygląda planowanie malenstwa z ta chorobą…. nie odpuscimy tak latwo, bardzo chcemy zostać rodzicami. Dodam ze była to moja pierwsza ciąża. Pozdrawiam

          • Basia

            Witaj. Bardzo Ci wspolczuje straty dzieciatka. Gdy czytalam Twoj wpis trzymalam w rekach swoja miesieczna corke. Takze potwierdzam ze jest mozliwe urodzenie zdrowego dziecka z ta choroba. Wiaze sie to z ogromnym stresem dla matki i calej rodziny. Najgorzej pod koniec ciazy. Ostatnie dwa tygodnie przed wywolaniem porodu spedzilam w szpitalu odchodzac od zmyslow czy wszystko sie dobrze skonczy. Generalnie bylam tam zeby byc pod lepsza kontrola. Nic sie nie dzialo zlego ale dla mnie juz pod koniec wszystko bylo podejrzane. W trakcie calej ciazy bralam zastrzyki Neoparin i acard od 12-stego do 38 tygodnia ciazy. Poza tym za kazdym razem na kontroli u ginekologa mialam sprawdzane przeplywy. Standardowo robi sie to tylko przy prenatalnych badaniach. No i tyle. Najgorzej jest to przetrwac psychicznie. Moge polecic dobrych lekarzy w Poznaniu ktorzy sie na tym znaja.

          • Joanna

            Basiu, dziekuje za twoja odpowiedz. Nie ukrywam, ze bardzo Ci zazdroszcze córeczki a z drugiej strony bardzo gratuluje wytrwałości 🙂 teraz wiem że jest to możliwe z tą chorobą, zostac szczęśliwa mamą. W czwartek idę do hematologa, zobaczymy co powie, jestem bardzo ciekawa. Jeśli mam to cos, pokonam to! I mam nadzieję, ze niedlugo tez bede sie mogla znowu cieszyc na malenstwo. Dziewczyny glowa do gory!

          • Basia

            Dobrze, że znasz prawdopodobną przyczynę. Cieszę się, choć wiadomo najlepiej gdyby jej nie było i córeczka byłaby z Tobą. Minął rok od straty naszych pociech, a ból wciąż taki sam… mimo że jestem w kolejnej ciąży, to gdy pomyślę o Adaśku wcale nie jest lżej niż było. Pozdrawiam gorąco.

        • Basia

          Jeśli miałabym coś doradzić to płacz. Wylałam już tony łez, ale z każdą kolejną czuję jak ciężar staje się mniejszy. Minęło 5 miesięcy od straty naszych dzieci. Nie wiem jak Ty, ale ja wciąż płaczę. Jak tylko przytrafia mi się kolejna nowa trudna sytuacja – płaczę i robi mi się lżej. Mąż się już przyzwyczaił. Potrzeba czasu. Czas zmniejsza nasz ból, ale nie wyleczy rany całkiem. Zawsze będziemy pamiętać o naszych aniołkach! Mój ma na imię Adaś, a Twój?

      • Karina Małgorzata Gaber

        Witaj bardzo ma przykro wiem jak się czujesz ja też straciłam dziecko w 41 tygodniu ciąży mój aniołek zmarł 20.11.2017r 4 dni temu tylko że my z meżem bardzo się wspieramy ale i tak jest bardzo ciężko trzymaj się i nie poddawaj

        • Ela

          Mój synek też umarł 20.11 w 18 tyg ciąży, kolejnego dnia musiałam go urodzić. Nie mogę pogodzić się z tą stratą. Cała ciąża przebiegała idealnie pomimo, że mam 39 lat. W poniedziałek rano jeszcze czułam ruchy dziecka a wieczorem u lekarza na rutynowym usg zapadł wyrok – serduszko przestało bić. Dlaczego? Czy to przez moj wiek??? Mam już dwójkę nastoletnich dzieci ale to i tak nie pomaga w przeżywaniu straty. Od dwóch dni mam nawał pokarmu a nie mam kogo karmić ???

    • Ja

      4 miesiące temu urodziłam martwego synka w 9 miesiącu ciąży. Nie wiem co się stało, miałam robione wielokrotnie usg, szereg badań, lekarze nie informowali, że coś może być nie tak. Wszystko było przygotowane – pokój pomalowany na niebiesko, kupione poprane i poprasowane ubranka, pościelone łóżeczko i wózek.To jest szok. Zachodzę w głowę co zrobiłam, że przydarzyło się coś tak potwornego. Jak z tym dalej żyć.

      • kate zet

        Witam wszystkie mamy Aniolkow..

        3 tygodnie temu ja rowniez stracilam swoj najwiekszy skarb ktory mialam pod sercem. Bylam w 39 tygodniu ciazy .
        Ciaza przebiegala ksiazkowo bez zadnych komplikacji . Tydzien przed planowanym terminem siedzialam na sofie z mezem razem ogladalismy film,nagle poczulam dziwne skurcze .. byla to moja pierwsza ciaza wiec nie wiedzialam jak wygladaja prawdziwe skurcze. Te byly co dwie minuty i po pare sekund. Kiedy wstalam z sofy zeby pojsc ubrac sie do szpitala,po nogach zaczela leciec mi krew.. dostalam krwotoku. Maz natychmiast zadzwonil po pogotowie ktore w bardzo szybkim tempie zjawilo sie na miejscu . Gdy dojechalam do szpitala lekarze w duzej sali czekali juz na mnie , tak jakby wiedzieli ze moje dzieciatko juz nie zyje. I tak po kilku minutach i zrobionym USG uslyszalam tylko slowa Pani doktor Bardzo mi przykro.. zaczelam krzyczec czy sobie zartuja ,przeciez malutki jeszcze pare godzin temu mnie kopal byl aktywny .. ze jest to nie mozliwe . Nie moglam przyjac tego do siebie,i dalej jest mi z tym bardzo ciezko i ciagle nie dowierzam w to co nas spotkalo .. lekarze musieli zrobic cesarskie ciecie poniewaz rowniez musieli walczyc o moje zycie poniewaz stracilam bardzo duzo krwi. Powodem tego wszystkiego bylo przedwczesne odklejenie sie lozyska , malemu zabraklo tlenu 🙁 5 dni przed zdarzeniem bylam na kontroli i wszystko bylo swietnie 🙁 dzien przed kolejna wizyta niestety spotkala nas oto ta tragedia..
        Ciagle czekam na autopsje lozyska .. 🙁

        • Daria

          U mnie też z ciążą było wszystko ok dopóki lekarz nie z twierdził hipotrofi a potem jak urodziłam to krwiaka się rozlal ale urodziłam martwa córeczkę zasnęła i więcej się nie obudzila trudno się z tym pogodzić

      • Daria

        Ja w 8 miesiącu urodziłam martwa córeczkę i trudno się z tym pogodzić

    • Daria

      Ja urodziłam nie dawno córeczkę która mi umarla

  • MC

    Kochana M jeżeli miałabyś ochotę porozmawiać, to odezwij się do mnie.
    Moja córeczka zmarła gdy byłam w 8 miesiącu ciąży, dokładnie w 33
    tygodniu ciąży. Urodziłam ją ponad 2 miesiące temu – 30go marca.
    Obudziłam się rano i nie czułam ruchów… a wieczorem na USG okazało
    się, że Alicja nie żyje. Cios, szok, rozpacz. Lekarka od razu
    poinformowała mnie o porodzie naturalnym – niedowierzanie, dlaczego
    muszę cierpieć i przeżywać ból? W imię czego? Błagałam o cesarkę. Jednak
    jakimś cudem odnalazłam motywację i urodziłam Alę siłami natury i 
    jestem wdzięczna za to, że miałam taką możliwość. Poród (mimo
    okoliczności) był dla mnie cudownym doświadczeniem, pomógł mi zrozumieć
    jak wielki dar mamy mogąc urodzić nasze dzieci… i jak bardzo to jest
    bezcenne i jak bardzo warte każdego cierpienia. Poród pomógł mi poradzić
    sobie z poczuciem winy, które było bardzo, bardzo silne. Jestem
    wdzięczna za to, że mogłam towarzyszyć naszej Ali przez 8 miesięcy Jej
    życia. Kocham Ją nad życie i niemiłosiernie tęsknie. Chodzę na cmentarz i
    czytam Jej książkę, którą czytałam w trakcie ciąży na głos… Pomimo
    cierpienia i bólu, doświadczyłam wiele wsparcia i miłości i mogę
    zapewnić, że stosunek personelu, położnych do takiej sytuacji jak nasza,
    nie jest obojętny dla nas – rodziców po stracie. Ja otrzymałam ogromne
    wsparcie, położne zadbały o każdy detal – nawet o odciski stópki i 
    rączki Ali. Dla mnie to niezwykłe i bardzo ważne, abyśmy były traktowane
    z szacunkiem, ciepłem i empatią. Nadmienię jeszcze, że razem z mężem
    mieliśmy możliwość pożegnania się z Alą, trzymałam Ją na rękach,
    głaskałam – jestem bardzo wdzięczna, że miałam czas aby się z Nią
    pożegnać. Kochane… nie bójcie się prosić o pomoc, nie bójcie się mówić
    o swoich uczuciach i emocjach, bądźcie wyrozumiałe dla Waszych
    partnerów, oni też cierpią, choć radzą sobie w zupełnie inny sposób. A 
    dla tych z Was, które szukają odpowiedzi polecam książkę i film:
    „Chata”. Bardzo mocno Was ściskam…gdyby znalazła się tutaj jeszcze
    kobieta w takiej sytuacji, proszę o kontakt. M

    • Daria

      Ja się nie mogę z tym pogodzić jest mi ciężko bardzo

      • MC

        Chcesz porozmawiać?

        • Daria

          Tak słyszałam że tobie to samo się stało

          czw., 21.02.2019, 21:49: Disqus napisał(a):

  • Marta

    Moja dzidzia również umarła 🙁 dowiedziałam się w ten poniedziałek na kardiologi ze serduszko przestało bić 🙁 już tydzień wcześniej byłam zanieppkojona jak na usg pani mówiła ze dzidziuś nie chce się ruszac myślałam ze śpi ze to przez to ze godzine czasu jechałam do szpitala wyszło ze przezorność karkowa wynosi 7,10mm. 2 dni później dowiedziałam się ze wyniki krwi przyszły złe, ze istnieje ryzyko 1-6 ze dzidzi może mieć downa:( w w szpitali zadecydowali ze nie będę mieć operacji ze dadzą mi tabelek na wywołanie pornonienia, teraz w pt pojechałam do szpitala dawały mi nie 4h tabletki dopochwowe na wywołanie skuroczow to było straszne, ból nie do opisania dzidzi urodziłam przed 22 🙁 później czyszczenie bo nie wszystko wyleciało. Płakałam cała noc nie mogłam zasnąć pomimo zmęczenia. Na drugi dzień pytali się mnie czy chce zobaczyć dzidzi bałam się ale gdy przyszedł ksiądz pobłogosławic zgodziłam się. Czułam ulgę ze się z dzidzi pozegnalam takie malutkie maleństwo 🙁 wygladalo ze się uśmiecha do mnie… powiedzieli ze to był chłopiec, na którego bardzo czekałam. Daliśmy z mężem mu na Imię Krystian. Teraz czekamy na tel z krematorium żeby uczestniczyć w ceremoni pogrzebowej. Nie mogę się pogodzić z ta sytuacja, lekarze mówią ze nie mam się winić ze dzidzia była chore i to by się stało prędzej czy później wiec dobrze ze natura chciała ze tak wcześniej mam 2 piękne zdrowe córeczki 6 lat i 2 latka, które urodziłam przez cesarskie cięcie. 3 ciaza nie była planowana na początku się załamałam, ale gdy zobaczyłam dzidzi ja usg byłam szczęśliwa ze los dał mo szanse być 3 raz mama. Bardzo chcieliśmy synka, starsza córka tez. Bałam się jej powiedzieć co się stało bo bardzo się cieszyła. Ale powiedziałam ze dzidzi miało chore serduszko i zabrały je aniołki. Była smutna ale zrozumiała. Nie mogę się z tym pogodzić wszyscy mówią ze czas leczy rany, ale żal w sercu pozostaje… mam nadzieje ze dojdę szybko do siebie:( chciałabym mieć dziecko jeszcze jedno ale boje sie ze będzie znów chore 🙁 rodzina mówi ze mam ske skupić na zdrowych córkach a je myśleć o kolejnej ciąży. Mam nadzieje ze będzie dobrze ale to dla mniej za świeże wczoraj wróciłam dopiero do domu ze szpitala 🙁 mieszkany w UK bardzo Wam dziewczyny wszystkim współczuje i jestem z Wami.

  • Karolina Baranowska

    Witajcie…moja historia zaczęła się 9 lat temu…pod koniec 36 tygodnia serduszko mojej Kornelii przestało bić i musiałam ją urodzić wiedząc że nie będzie mogła z nami zostać ,że ja stacilam…mimo wszelkich badań nie poznaliśmy nigdy przyczyny tej tragedii. Po roku …znowu zaszłam w ciążę…to był straszny czas leki i oczekiwania,ale udało się Michalina ma już 7 lat i jest moim największym skarbem….teraz wiem też że jest moim jedynym najprawdziwszym cudem świata. Bardzo chciałam by miała rodzeństwo to było dla mnie najważniejsze, myślałam tylko o tym by kiedyś nie była sama na tym świecie i mimo poronienia w 2014 roku, zaszłam w ciążę na w marcu 2018 roku mając 38 lat. Wszystko przebiegało książkowo jak przy poprzednich ciążach,ale że strachu ustawiłam sobie cesarkę na dwa tygodnie przed terminem porodu, nerwy i lek nie pozwalały mi normalnie spać, ale tłumaczyłam sobie że tamto to był przypadek,że nic dwa razy się nie zdążą, ale zdążyło się…zabrakło 12 dni do cesarki. Na początku 37 tygodnia przestałam czuć ruchy…na izbie usłyszałam,że nie mają dla mnie dobrych wiadomości…straciłam kolejna córeczkę… Liliankę( urodzilam ją 10.12.2018 r.)to miały być piękne święta a to co przeżywam teraz jest nie do opisania, gdybym nie miała Michasi nie wiem czy bym sie podniosła by dalej żyć…lekarze mówią żeby nie liczyć że poznamy przyczynę…a ja znów od początku przeżywam to samo…obwiniam się i nienawidzę, szukam w sobie przyczyny choć dbałam o siebie tak, że nie jedna kobieta puknela by się w głowę mówiąc ” ciąża to nie choroba” a jednak nie umiałam dać życia mojej córce.
    Nie wiem co robić czasem wydaje mi się że to się nie zdążyło i że jak szybko Zajde w ciążę to się oszukam, że to się nie stało i ją urodzę całą i zdrową. Nie wiem czy jeszcze próbować…zabija mnie zarowno myśl o tym że już nigdy nie będę miała więcej dzieci jak i o tym czy przeżyłabym Jeszcze jedną próbę. Nie mówię już o tym jak straszne bylo to co musiałam powiedzieć Michasi-ze nie będzie miała siostry na którą tak czekała, do której przytulała się przez ostatnie miesiące czując jak jak rusza się w moim brzuchu. Lekarze mówią że kolejną ciążę trzeba by było rozwiązać przed 35 tygodniem…to daje mi nadzieje, ale nawet nie wiem czy mój mąż zgodziłby się na kolejną próbę…boje się usłyszeć, że nie dlatego jeszcze nie pytam…z drugiej strony może trzeba przyjąć to co się stało…a świecie jest wielu jedynaków i wiele mam,które mają jedno dziecko…mam w życiu kogo kochać… wszystko jest jeszcze bardzo świeże żeby myśleć racjonalnie…ale mój wiek nie pozwala mi na odkładanie w czasie…nie wiem jeszcze jak będzie i co będzie ze mną…po pierwszej stracie nabawiłam się nerwicy lękowej i teraz znowu odczuwam skutki tej choroby…ale wole walki mam bo muszę być silna dla jedynej moje córeczki którą mam przy sobie… chciałam ją uszczęśliwić…teraz nie wiem czy kolejna próba nie będzie dla niej krzywdą…dzieci nie powinny doświadczać takich traum. Co sądzicie…pielęgnować to co mam i pogodzić się z losem czy jeszcze próbować…

  • Daria

    Witam mam na imię Daria mam 26 moja córeczka umarla w 8 miesiącu ciąży mój ginekog wysłał mnie do szpitala bo stwierdził że dziecko jest za małe wykryto u niej hipotrofie płodu czyli że główka była okej i tylko kończynkiniejdze jak na swój wiek miałam bardzo malutki brzuszek ale jak byłam w środę w szpitalu to nie widział ginekolog powodu żeby mnie zatrzymać w szpitalu chociaż byłam spakowana odeslal mnie do domu bo w tedy serduszko jeszcze normalnie biło i wszystko było w porządku ale dokładnie nie pamiętam czy w czwartek czy w piątek w piątek już nie czułam ruchów mojej córeczki Ines ale myślałam że śpi bo tak wszyscy mówili wypychalo mi tylko główkę i na drugi dzień w sobotę pojechałam do szpitala po porobili mi wszystkie badania i na usg wykryto że serduszko nie biję wpadła w histerię nie mogę się z tym pogodzić bo bardzo na nią czekalam i musiałam rodzić siłami natury trzymałam taka kruszynko w rękach. A kiedyś przed laty z twierdziła u mnie nie płodność bo starałam się. O dziecko z po przednim partnerem a tu poznalam partnera nowego i stał się się cud i bardzo się cieszyłam i wczoraj musiałam pochować swoją córeczkę omalo nie zabrałam ją już sobie z tym nie daje rady bo to. Miało być moje pierwsze dziecko jeszcze pragnęłam córeczki nie a sekcja zwłok wykazała że miała krwotok podpajeczowki i nie mogę zrozumieć czemu tak się stało nawet życie sobie chciałam odebrać bo dla mnie życie bez niej już nie ma sensu aialam rodzić 6kwietnia 2019 roku chłopak szybko się z tym pogodzić ale ja nie potrafię bo nie śpię po nocach tylko budzę się i płacze ze czemu wiem dobrze co czujecie 🙁 🙁

    • Joanna Klausa

      Daria wiem co czujesz, moja córeczka miala urodzic się 18 kwietnia 2019, serce mi pęka z tęsknoty za nią 🙁

      • Daria

        A oj a co się stało? Ja miałam urodzić 6kwietnia 2019

        • Daria

          Mi też serce pęka z tęsknoty 🙁

          • Joanna

            Napisalam Ci dosc długa wiadomosc, popatrz wyżej proszę. Opisalam moja krótka historie

          • Daria

            Mi też bardzo przykro z powodu twoje córeczki i wiem co czujesz i rozumiem cię. Mi też trudno się z tym pogodzić moje serce płacze jak pomyślę sobie że za 2 tygodnia miała przyjść na świat a ona już nie żyje ja czuła ruchy ale w pewnym momencie one ustały na 2 dzień poszłam do szpitala dla tego na 2 dzień bo myślałam że śpi ale byłam za niepokojona ale porobili mi badania USG i powiedzieli że serce dziecka nie biję i że im przykro ale moja córeczka nie żyje ja się załamałam wpadłam w histerię nie mogli mnie uspokoić w tedy chciałam umrzeć razaem z córeczka mój chłopak spał że mną w szpitalu nawet. Nie obwiniaj się bo to nie twoja wina że dostałaś tej zakrzepicy co prawda ja też się bardzo obwinialam bo ja miałam infekcje moczu i zarzywalam różne tabletki ale to nie pomagało cały czas miałam zły wynik ale mnie to nie zaniepokoilo bo nie wiedziałam że to jest nie bezpieczne też mówiła że mogłam się badać ale z kad ja mogłam wiedzieć ja moja córeczkę pochowałam teraz jej zamówiłam pomniczek u mnie łożysko i pepowina było dobre tylko nie rosło a ja ani nie piłam ani nie paliłam i takie coś się stało ale myślałam że skoro napoczatku nie poronilam to wszystko będzie okej bo już 8 miesiąc ale jednak się myliłam to nie sprawiedliwe że małe dzieci umierają. Ja miałam przygotowany wózek ubranka i inne potrzebne przedmioty potrzebę dziecku. A to miało być twoje pierwsze dziecko? A widziałaś swoją córeczkę? Bo ja swoją tak i była śliczna ja też idę się leczyć 26 marca mam termin ale wiem jak się czujesz i ktoś kto tego nie przeżył to nigdy nie zrozumie jak to bardzo boli że matka musi chować własne dziecko. Ja jak widzę małe dziewczynki to wyobrażam sobie że to mogła by być moja córeczka że nie zobaczę jak dorasta jak zaczyna mówić i w tedy płakać mi się chce ale staram się o tym nie myśleć bo boli jeszcze bardziej. 🙁

          • Daria

            A najgorsze w tym wszystkim że trzeba urodzić wiedząc że urodzi się martwe to jest najbardziej traumatyczne a w pokoju obok rodziła kobieta i urodziła a jej dziecko płakało a moje nie i było mi tak źle i zadawałam sobie pytanie dlaczego ja dlaczego tak muszę cierpieć i nie znalazłam odpowiedzi

          • Joanna

            Daria, pisz do mnie na maila klausa.joanna@gmail.com
            Jesli ktos jeszcze ma ochotę podzielić się swoim bólem piszcie! Chętnie z wami pogadam, mi to bardzo pomoże i Wam również może

    • Joanna

      Daria, bardzo mi przykro z powodu śmierci twojej córeczki. Wiem co czujesz, dokladnie 3 tyg temu straciliśmy naszą córeczkę w 33 tyg. ciąży. Od dwóch dni nie czulam jej rychow bądź była bardzo spokojna. Zaniepokoilo mnie to. Z mężem pojechaliśmy do szpitala a tam lekarz powiedział nam ze jej serduszko przestało bic. Szok! Myslslam ze zartuje, nie mogłam uwierzyc w to co do mnie mowil… przeciez ciążą przebiegala książkowo!
      Potem poród, pogrzeb… Minęły dopiero 3 tyg a ja codziennie płacze. Pare dni temu dostaliśmy wyniki badania łożyska, okazalo sie ze w lozysku utworzyl sie skrzep, który zablokowal malenkiej tlen i wartości odżywcze. Teraz muszę sie zgłosić do hematologa na badania. Prawdopodobnie mam cos z krwią, ze jest za gęsta i ze to może byc zakrzepica. Z jednej strony cieszę sie ze znamy przyczynę, bo mogę to leczyć ale z drugiej strony to tak boli, na samą myśl ze wystarczylaby moze glupia aspiryna i moja córeczka moglaby żyć. Dziewczyny potrzebuję Was! Muszę pogadac z kims kto czuje to samo. Mam wiele przyjaciół ktorzy mnie wspierają ale kto jak nie Wy rozumiecie mnie najlepiej!

  • Joanna

    Dziewczyny czy można się z wami skontaktować poza tą grupą? Chyba potrzebuje pogadac z kims kto czuje to samo co ja…