Gdy dziecko nie doczekało narodzin

ddgf

Dziś na blogu poruszę trudny temat. Trudny, ale bardzo ważny, w szczególności dla osób, które znalazły się w takiej sytuacji i szukają odpowiedzi na wiele pytań. We wpisie prócz informacji ode mnie, będziesz mogła przeczytać też rozmowę z moją koleżanką, która w 30 tygodniu ciąży dowiedziała się, że serce jej synka przestało bić i która doświadczyła porodu martwego dziecka.

Przyczyny wewnątrzmacicznego obumarcia płodu mimo postępów medycyny nadal często nie jest znane. Diagnostyka obejmuje szeroki zakres badań, aby móc ocenić ryzyko na przyszłość dla kobiety, oraz otoczyć ją odpowiednią opieką w kolejnej ciąży. Zdiagnozowana przyczyna śmierci dziecka daje możliwość wyleczenia konkretnej choroby, która je spowodowała i co zapobiegnie stracie kolejnej ciąży.

Na pewno utrata ciąży, niezależnie od jej czasu trwania jest olbrzymim bólem, szokiem i traumą dla matki i ojca dziecka.

Poronienie

Poronienie to zakończenie ciąży przed 23 tygodniem. Co szósta ciąża kończy się poronieniem, choć są badania, a najczęściej dochodzi do niego przed implantacją (50%) w dniu spodziewanej miesiączki. Po 8 tygodniu ryzyko poronienia zmniejsza się o 10%, a po 13 tygodniu ciąży ryzyko poronienia spada do 1-3 %.

Są trzy możliwości postępowaniu w poronieniu. Oczekująca, farmakologiczna oraz chirurgiczna.

Poród martwego dziecka

Poród martwego dziecka dotyczy ciąży po 23 tygodniu. W Polsce częstość obumarcia płodu dotyczy 4,2-6,7/1000 ciąż. Im później kobieta traci dziecko, tym silniej to przeżywa. Przez wiele tygodni buduje swoją więź z dzieckiem, a nagle wszystko się kończy, serce przeszywa ogromny ból.
Niestety informacja o śmierci dziecka w łonie matki to dopiero początek ciężkiej drogi. Czeka ją bowiem poród i żałoba po stracie.

Często ludzie oburzają się, dlaczego kobieta ma cierpieć, ma czuć ból i nie można u niej wykonać cesarskiego cięcia. Cały czas jest to kontrowersyjny temat, ponieważ matkę czeka wiele godzin porodu, jednak personel medyczny chce dla niej jak najlepiej.

Lekarze wybierają poród drogami natury z wielu względów.

  • Kobietom łatwiej jest dojść do formy fizycznej niż po porodzie przez cięcie cesarskie.
  • Poród drogami natury jest bezpieczniejszy dla kobiety – po wewnątrzmacicznym obumarciu płodu mogą pojawić się problemy z krzepnięciem krwi, co podczas operacji może być zagrożeniem życia matki.
  • Po porodzie drogami natury kobieta szybciej może starać się o kolejne dziecko – po cięciu cesarskim powinna odczekać około 2 lat.
  • Cesarskie cięcie wykonuje się wtedy, kiedy płód jest bardzo duży, lub nieprawidłowo ułożony w łonie matki.

Czynniki ryzyka wewnątrzmacicznego obumarcia płodu

  • Wady rozwojowe
  • Choroby matki (np. nadciśnienie tętnicze, cukrzyca)
  • Problemy z łożyskiem (przedwczesne odklejenie, zaburzenia przepływu matczyno-łożyskowego)
  • Infekcje
  • Wewnątrzmaciczne zahamowanie wzrostu płodu (IUGR)
  • Inne

Postępowanie

Ze względu na szereg zagrażających życiu matki powikłań nie czekamy aż poród zacznie się samoistnie. Często indukcja porodu jest długotrwałym procesem ze względu na to, że niewiele płodów umiera w terminie porodu. Szyjka macicy nie jest dojrzała i gotowa do rozwierania, dlatego trzeba podawać kobiecie prostaglandyny. Zaleca się wykonanie amniocentezy, czyli przebicia pęcherza płodowego, co przyspiesza poród. Stosowana jest również kroplówka z oksytocyną na wywołanie regularnych skurczów macicy.

W tym trudnym czasie należy objąć kobietę szczególną troską. Wskazana jest konsultacja z psychologiem szpitalnym. Kobieta powinna być z bliską jej osobą. Powinna być w jak najbardziej delikatny sposób informowana o tym, co się z nią dzieje na każdym etapie porodu jak i po nim. Dla personelu medycznego śmierć dziecka jest również ciężkim doświadczeniem. Ważne jest, aby kobieta nie rodziła na sali z innymi rodzącymi oczekujących zdrowych dzieci. Po porodzie również powinna być przeniesiona na oddział ginekologiczny, gdzie widok noworodków ani ciężarnych nie będzie ciągle przypominał jej o tym co się wydarzyło.

Po porodzie wykonuje się szereg badań, które mogą pomóc w ustaleniu przyczyny śmierci dziecka.

Żałoba

Po stracie dziecka rodziców czeka przejście żałoby. Żałobie mogą towarzyszyć różne, czasem skrajne emocje. Ważne jest, aby rodzice wiedzieli jak przebiega jej proces.

Wyróżniamy kilka etapów żałoby:

  • Zaprzeczenie – rodzice nie dopuszczają do siebie myśli, że ich dziecko nie żyje. Dlatego częstą praktyką po porodzie jest pokazanie im dziecka wcześniej umytego i zawiniętego w pieluszki. Jest to ważny proces, który pomaga rodzicom przejść przez żałobę.
  • Dezorganizacja – rodzice nie potrafią sprostać codziennym obowiązkom. Chcą się izolować, mają zaburzenia snu, są bez energii.
  • Poczucie winy, bunt – na tym etapie rodzice obwiniają się za śmierć dziecka, lub szukają winnych w otoczeniu. Pragną odpowiedzi na pytanie „dlaczego?”.
  • Depresja – rodzice są apatyczni, nie widzą sensu życia, skupiają się na śmierci dziecka. Czują się osamotnieni  i niezrozumiani.
  • Pogodzenie się ze stratą – to ostatni etap żałoby, przychodzi z czasem. Pozwala na akceptację tego, co się wydarzyło.

Dobrze jest mówić o uczuciach, emocjach, o tym co się wydarzyło. Nie należy zamykać się w sobie i udawać, że nic się nie stało. Trzeba tę żałobę przejść.

 

Rozmowa z mamą, która straciła swoje dziecko

Informacja, że serce Twojego dziecka przestało bić jest na pewno traumatycznym przeżyciem. A to dopiero początek ciężkiej drogi, która Cię czeka. Co było najgorsze podczas całej procedury medycznej związanej z porodem martwego dziecka?

Wbrew pozorom dla mnie nie sam poród był najbardziej traumatyczny. Pamiętam go jako coś, co po prostu trzeba było zrobić. Mój poród zresztą – mimo pośladkowego ułożenia dziecka – odbył się błyskawicznie, od momentu podania oksytocyny do powrotu na salę w pojedynkę minęły chyba zaledwie cztery godziny. O wiele gorzej wspominam chociażby moment, w którym musiałam powiedzieć o tym, co się stało mężowi czy mamie. To było straszne.

Jakie były objawy, które wskazywały na to, że z Twoim dzieckiem dzieje się coś złego?

Moja pierwsza ciąża była właściwie od początku problematyczna. Najpierw ok. 12  tygodnia ciąży (tc) pojawiło się plamienie – ale wiele kobiet je miewa i wszystko jest OK. Potem już ok. 20 tc doszły twardnienia macicy, z powodu których trochę skróciła się szyjka, leżałam 2 tygodnie w szpitalu. Następnie zaczęło mi się podnosić ciśnienie, choć nie w wysokim stopniu. Na te wszystkie dolegliwości albo leżałam w szpitalu, albo miałam leki. Po wyjściu ze szpitala właśnie z nadciśnieniem kiepsko się czułam i słabo czułam ruchy dziecka. Poszłam do lekarza, który jednak stwierdził, że wszystko jest OK, na USG również, nie ma się czym martwić. Jednak ruchy nadal były słabe. Kilka (dosłownie 4-5) dni później poszłam zatem kolejny raz i wtedy nie było już dobrze. Tak dokładnie powiedział lekarz, do dziś to pamiętam. Nie jest dobrze, nie ma tętna…

Wiele osób uważa, że kobiety, które straciły dziecko powinny mieć wykonywane cięcie cesarskie. Ty rodziłaś naturalnie. Czy uważasz, że poród martwego dziecka drogami natury jest złym rozwiązaniem?

Uważam, że w całym tym koszmarze poród siłami natury jest jednak korzystny dla kobiety. Cesarskie cięcie to operacja, która niesie za sobą o wiele poważniejsze konsekwencje niż poród siłami natury. I później trzeba dłużej odczekać, jeśli chce się starać o kolejną ciążę. Dla mnie to było akurat bardzo ważne, bo po stracie zaczęliśmy się starać o dziecko, jak tylko dostaliśmy „zielone światło” (dokładnie pół roku).
Wiem, że dla ludzi, którzy patrzą na to z boku konieczność urodzenia dziecka może wydawać się straszna, ale w dłuższej perspektywie tak jest po prostu lepiej.

Jak według Ciebie powinien się zachowywać personel medyczny?

Personel medyczny powinien pamiętać, z jaką sytuacją ma do czynienia. Ja mam dość niemiłe wspomnienia, jeśli chodzi o jednego lekarza i jedną położną, która regularnie dawała mi reprymendy, że nie współpracuję i cyt. że gdybym rodziła żywe dziecko, to mogłabym mu zaszkodzić. No cóż, w tamtym momencie taki scenariusz był poza zasięgiem mojego rozumowania..

Czy obecność psychologa jest Twoim zdaniem niezbędna w szpitalu?

Na pewno przydatna. Szczególnie, jeśli jest to psycholog, który specjalizuje się w tego typu przypadkach. Do mnie przyszła jakaś młoda dziewczyna, ale prawdę mówiąc za wiele mi nie pomogła. Ustaliłyśmy, że mam wsparcie od bliskich i że muszę to sobie poukładać i tyle. Później z pomocy psychologa już nie korzystałam, ale były inne formy wsparcia, które mnie mocno podtrzymywały na duchu – m.in. grupa wsparcia na forum internetowym.

Wiele bliskich osób nie porusza tematu, który dotyka kobiety bo nie wie w jaki sposób to zrobić. Często omijają temat rozmawiając o przyziemnych rzeczach. Boją się reakcji. Czy Ty jako kobieta po tak trudnym doświadczeniu chciałaś o tym rozmawiać, czy wolałaś, aby nikt nie pytał o to co się wydarzyło?

Chciałam rozmawiać. Wiem, że ludzie reagują w różny sposób, to chyba zależy od tego, czy ktoś jest ekstra- czy introwertykiem albo po prostu od tego, jak radzi sobie w takich sytuacjach. Dla mnie mówienie o tym, szczególnie z osobami, które czują to samo, bo to samo przechodziły (ww grupa) było bardzo pomocne, gdyby nie to, to mogłabym o wiele trudniej przejść tę trudną żałobę.

Aby przejść przez żałobę ważny jest moment zobaczenia dziecka. Wiele osób, które tego nie doświadczyły wzburza się, że to zbyt traumatyczny widok i nie powinno się pokazywać rodzicom zmarłego dziecka. Czy uważasz, że jest to złe postępowanie?

Nie wiem. Ja też nie widziałam dziecka. Syn nie żył już prawdopodobnie od kilku dni, w szpitalu chciano mi oszczędzić tego widoku. Mnie było wtedy tak naprawdę chyba wszystko jedno, po prostu poddałam się temu, co się działo i decyzjom, jakie podejmowano. Wiadomość o tym, że dziecko nie żyje spadła jak grom, potem szybko poród, nie było czasu na zastanawianie się i żadne przemyślenia. Po wszystkim zdarzało mi się kilka razy o tym myśleć, ale prawdę mówiąc wolę przyjąć to, co było w takim stanie, jaki jest. Nie chcę się nad tym zastanawiać i robić samej sobie wyrzutów. Mam w głowie wyobrażenie mojego dziecka jako pięknego chłopca, którego te rzeczy, które się wydarzyły nie dotyczą i tak niech zostanie.

Czy decyzja o kolejnym dziecku była trudna do podjęcia?

I tak, i nie. Nie – bo bardzo pragnęliśmy dziecka. Strata bardzo nas dotknęła, wiedzieliśmy, że zdrowe, żywe dziecko niejako przyniesie nam ukojenie (ale nie zrozum mnie źle; drugie dziecko nie było lekarstwem, jednak jego pojawienie się dało taki „skutek uboczny”). Tak, bo bardzo baliśmy się ciąży (szczególnie, że nigdy nie dowiedzieliśmy się, jaki był powód straty pierwszej), jak się okazało, całkiem słusznie.

Jaki był przebieg kolejnej ciąży? Byłaś wyczulona jeszcze bardziej na wszelkie niepokojące objawy?

Niestety ciąża była trudna. Wizyty i USG miałam co 2 tygodnie, a czasami i co tydzień. Znów jakieś plamienie, które dla mnie urosło już do rangi tragedii. Później przyplątała się cukrzyca ciążowa. Szczęśliwie tym razem lekarz trzymał rękę na pulsie i jak tylko pogorszyły mi się parametry krzepliwości, dostałam lek na rozrzedzenie krwi (który moim zdaniem uratował moje drugie dziecko). Jednak gdy dziecko przestało rosnąć po 30 tc, lekarz nie zareagował. Wówczas to ja podjęłam decyzję o konsultacji z innym lekarzem, który mnie natychmiast zostawił w szpitalu (z diagnozą IUGR), gdzie 2 tygodnie później po USG z kiepskimi wynikami, z kiepskimi KTG i jakimiś drobnymi skurczami podjęto decyzję o cięciu. Decyzję, za którą będę wdzięczna szpitalowi (CSK w Ligocie) do końca życia, bo dzięki niej na świat przyszedł nasz wyczekiwany, piękny, idealny synek, który obecnie ma 2,5 roku. Urodził się wprawdzie o miesiąc za wcześnie i ważył malutko, bo niecałe 2 kg, ale wszystko szybko nadrobił i obecnie w niczym nie ustępuje rówieśnikom. Jest błyskotliwy, rozgadany, zawsze uśmiechnięty, żywiołowy (czas aż nadto, czym przyprawia mnie, przewrażliwioną matkę o kolejne siwe włosy). Wynagradza wszystko, jest całym naszym światem.

Czy masz jakieś rady dla kobiet, które znajdują się w takiej sytuacji w jakiej Ty się znalazłaś?

Pozwólcie sobie przeżyć żałobę. Nie tłumcie uczuć, emocji, bo to prędzej czy później wyjdzie. Bądźcie dla siebie dobre i wyrozumiałe. Nie ma słów, które w takiej sytuacji Was pocieszą, wiem, jak reagujecie na: jesteś młoda/będzie następne… Ale z jednym frazesem nie sposób się nie zgodzić. Czas naprawdę leczy rany, choć nigdy, przenigdy o nich nie zapomnicie.

Dołącz do mnie na Facebooku!

Zobacz też:

  • Dziwimy się lekarzom i położnym, że bywają obojętni na takie sytuacje. Nie mówię, że to coś dobrego. Dobrze, żeby zachowali trochę empatii, jednak ja od wielu mam, które utraciły dziecko słyszałam, że mimo iż w szpitalu rzeczywiście przeżyły traumę, to najgorsza była reakcja bliskich.
    Dla niej to był cios i ogromna strata. A jedyne co słyszała od ludzi wokół: „Zrobicie sobie następne”, „Przecież to był tylko płód – co tak rozpaczasz”. Jedna moja koleżanka powiedziała mi, że tylko ja jej złożyłam kondolencje ze względu na śmierć dziecka – nienarodzonego.
    Myślę, że dopóki wśród społeczeństwa będzie takie podejście, to nie można liczyć na empatię wśród całego personelu medycznego.

  • jest tyle pytań na które nie ma odpowiedzi 🙁 martwi mnie tylko to, dlaczego z diagnozowaniem zwlekają tak długo.

  • Nawet nie jestem w stanie wyobrazić sobie, co czują takie matki 🙁 Potrzeba naprawdę dużo odwagi i siły, żeby podnieść się po takiej tragedii…

  • Strasznie trudny temat. Do czytania, a do wypowiadania się pewnie jeszcze trudniejszy…

  • Trudny temat. Niestety to zostaje długo w pamięci i na pewno przy kolejnych ciążach obawa wraca.

  • Przeczytałam i przyznam szczerze, że nie wiem, co napisać, bo każde słowo wydaje mi się banałem. Jestem aktualnie w 23-cim tygodniu ciąży i być może dlatego wpis zrobił na mnie ogromne wrażenie. Co by nie powiedzieć, temat jest trudny, smutny i poruszający…

    • Nature by Me

      Jeśli jesteś w ciąży, to nie czytaj takich rzeczy…

      • A dlaczego nie? Czytam wpisy, które mnie interesują i nie odnoszę ich do mojego aktualnego stanu, chociaż naturalnie mocniej je przeżywam :).

        • Nature by Me

          Nie miałam nic złego na myśli, chodzi mi tylko o to, że nie ma co się niepotrzebnie stresować 🙂

  • Szczerze przyznam, strasznie się to czytało. Czytalam troszkę skacząc po tekście. Nie byłam w stanie przeczytać tego wszystkiego od A do Z. W gardle gula, do oczu napływaja łzy. Sama mam straszne doświadczenia z lekarzami, jak potrafią być obojętni w stosunku do „złych wyników”. Gdy przeczytałam, że w Twojej rozmowczyni rozmowie, lekarze nie zareagowali, że dzięki Bogu podjęto decyzję o cesarce – gotuje się! Jak można być takim ignorantem??!!??!!
    Moja przyjaciółka pracuje w szpitalu. Zaszła w ciążę. Wielka radość! W 4 tyg ciązy poprosiła kolegę o USG. Okazało się że ciąża zagrożona! Od razu skierowanie na L4, leki podtrzymujące ciążę. Mówiła, że miała 60% szans na poronienie. Powiedziala też, że lakrze nie chcą robić USG tak wcześnie. To chore!
    Nawet nie chcę myśleć co czuję kobieta w obliczu takiego ignoranctwa!

  • Nature by Me

    Nie wyobrażam sobie nawet co musi czuć kobieta, która urodziła martwe dziecko. Chyba nawet nie chcę sobie wyobrazić i bardzo współczuję.

  • Niecierpię takich lekarzy, którzy nie sprawdzą, nie zlecą dodatkowych badań. Ja sama będąc w drugiej ciąży dostałam bardzo obfitego krwawienia, które trwało miesiąc! a mnie zgłaszającą się do szpitala, całą w nerwach, traktowano jak natręta. Na szczęście wszystko skończyło się dobrze. Ale nie wyobrażam sobie, i nawet nie chcę próbować, jak to jest stracić dziecko, jeszcze w tak zaawansowanej ciąży…

  • Dla mnie jest to niewyobrażalne przeżycie. Współczuję każdej kobiecie, którą coś takiego spotkało. Takie sytuacje nie powinny mieć miejsca. I chyba najgorsze w tym wszystkim jest to, że nie wiadomo dlaczego tak się dzieje.

  • To straszne doświadczenie. Znam rodziców, którzy to przeżyli :(. Nie rozumiem dlaczego politycy nie przyznają, że to było dziecko, człowiek. Czy kobieta, która straciła w ten sposób dziecko mówi o tym: straciłam ciążę, moja ciąża obumarła, mój płód obumarł? Chcą nam to wmówić :/….

  • ‚Tragedia. Ale też trudne jest to co dzieje się potem, konieczność powrotu do „normalności”. Bardzo dobrze, ze weszły nowe przepisy, które biorą pod uwagę aspekt psychologiczny i zalecają by kobieta po takiej stracie nie przebywała na sali z matkami i ich dziećmi.

  • Jestem w 38 tygodniu ciąży i cały czas boję się o swoje dziecko. Zwłaszcza, że moja mama właśnie w 8 miesiącu urodziła martwego synka, bo jego serduszko przestało bić. Współczuję rodzicom, którzy muszą zmierzyć się z tak wielką tragedią 🙁

  • To jeden z najtrudniejszych tematów. Kilkanaście tyg. temu, bliska mi osoba, w 5 miesiącu dowiedziała się, że jej dziecko ma tak liczne wady rozwojowe, że nie przeżyje po porodzie. Postanowiono natychmiast wywołać poród. To co działo się u nas do czasu porodu, to jakiś koszmar. Ja matka trójki zdrowych dzieci poddałam się, podczas gdy ona miała kamienna twarz. Nie potrafię sobie wyobrazić, co czuję matka, która musi urodzić żywe dziecko i musi być bierna i nie może walczyć o jego życie, bo wie, że ta walka z góry będzie przegrana. Ale musi je urodzić! Nie byłam w stanie jej pomóc, bo sama byłam w rozsypce…

  • To ważny temat dla wielu kobiet. Dobrze, że go poruszyłaś, bo zrobiłaś to profesjonalnie i subtelnie. Wywiad na końcu dał mi dużo do myślenia

  • msmaggi

    To bardzo ważny temat. Straciłam w tamtym roku córeczkę w 35 tc. Rodziłam naturalnie, choć na początku wydawało mi się, że nie mam siły, nie mam motywacji. Personel w szpitalu wszystko zrobił jak trzeba. Poród rodzinny, piękny pomimo okropnych okoliczności. Bardzo dobrze go wspominam. To było moje drugie dziecko. Pierwszy, zdrowy syn dał mi po tej tragedii dużo siły i motywacji, by dalej żyć. Obecnie jestem w trzeciej ciąży. Na razie staram się pozytywnie myśleć, choć wiem, że końcówka może być nerwowa. Wierzę jednak, że wszystko skończy się dobrze. A o mojej córeczce nigdy nie zapomnę. Jej obraz słodkiej buźki cały czas noszę w sercu i w pamięci.

  • Kacha09

    Ja o tym, że moje dzieciątko będzie strasznie chore, że umrze we mnie zanim się urodzi, dowiedziałam się w 20 tygodniu ciąży. Dla nas, rodziców upragnionego, wyczekiwanego i najbardziej kochanego na świecie maleństwa był to szok. Ale poród naturalny to w moim odczuciu było to, co mogłam dla niego zrobić, wydać na świat dając mu całą moja miłość. Nie chciałam go zobaczyć, bo w moich myślach zawsze będzie najpiękniejszym dzieciątkiem na świecie. Nie jest łatwo pogodzić się ze stratą, ale wiem, że ranienie, rozgrzebywanie nikomu nie pomoże, staram się pogodzić z tym, co się stało, iść dalej, ale nigdy nie zapomnę i nie przestanę kochać.

  • M

    Pol roku temu urodzilam slicznego synka w 7 mieciacu ciazy.serduszko nie biło.moje zycie teraz?udaje ze wszystko jest ok.boje sie kazdego Dnia.osaczam męża.pilnije na kazdym kroku.mam dwojke dzieci….ale nawet to nie pomaga mi normalnie żyć.stworzylam toksyczne malzenstwo.zyje w stachu ze zostane sama.pomocy….

    • Bardzo mi przykro, że doświadczyłaś śmierci dziecka. Nigdy nie ma wystarczająco wiele słów, aby powiedzieć coś odpowiedniego w takiej chwili. Dobrze, że masz przy sobie dzieci i męża, ale jeśli sama zauważasz, że tworzy się toksyczna relacja, to może pomyślcie o pomocy specjalistycznej? Czasami warto, aby na rodzinę spojrzał ktoś spoza i doradził jak odnaleźć się na nowo w tak trudnej sytuacji. Mam nadzieję, że uda Ci się wyjść na prostą. Pół roku to niewiele czasu, na pewno rana nadal jest świeża i bolesna.

      • M

        Dziękuję.
        Bylam u psychologa sama dwa razy.myslalam ze będzie dobrze.jednak cos nie gra miedzy mna a mezem.on rozumie moje wahania nastroju,wspiera.jednak ja nie czuję sie pewnie. We wszystkich kobietach widze potencjalne partnerki meza. Zazdrosc mnie niszcY.czasami to sobie mysle ze moze lepiej byloby zebym umarla…

        • Może pomoże Wam wspólna terapia? Lub pomoc lepszego specjalisty w takich momentach, czyli psychiatry? Daj sobie pomóc. I nie mów, że lepiej byłoby gdyby Ciebie nie było. Masz kochającą rodzinę, masz dla kogo żyć. Musisz tylko na nowo nadać życiu sens po trudnym wydarzeniu. Nie trać nadziei

  • MC

    Kochana M jeżeli miałabyś ochotę porozmawiać, to odezwij się do mnie.
    Moja córeczka zmarła gdy byłam w 8 miesiącu ciąży, dokładnie w 33
    tygodniu ciąży. Urodziłam ją ponad 2 miesiące temu – 30go marca.
    Obudziłam się rano i nie czułam ruchów… a wieczorem na USG okazało
    się, że Alicja nie żyje. Cios, szok, rozpacz. Lekarka od razu
    poinformowała mnie o porodzie naturalnym – niedowierzanie, dlaczego
    muszę cierpieć i przeżywać ból? W imię czego? Błagałam o cesarkę. Jednak
    jakimś cudem odnalazłam motywację i urodziłam Alę siłami natury i 
    jestem wdzięczna za to, że miałam taką możliwość. Poród (mimo
    okoliczności) był dla mnie cudownym doświadczeniem, pomógł mi zrozumieć
    jak wielki dar mamy mogąc urodzić nasze dzieci… i jak bardzo to jest
    bezcenne i jak bardzo warte każdego cierpienia. Poród pomógł mi poradzić
    sobie z poczuciem winy, które było bardzo, bardzo silne. Jestem
    wdzięczna za to, że mogłam towarzyszyć naszej Ali przez 8 miesięcy Jej
    życia. Kocham Ją nad życie i niemiłosiernie tęsknie. Chodzę na cmentarz i
    czytam Jej książkę, którą czytałam w trakcie ciąży na głos… Pomimo
    cierpienia i bólu, doświadczyłam wiele wsparcia i miłości i mogę
    zapewnić, że stosunek personelu, położnych do takiej sytuacji jak nasza,
    nie jest obojętny dla nas – rodziców po stracie. Ja otrzymałam ogromne
    wsparcie, położne zadbały o każdy detal – nawet o odciski stópki i 
    rączki Ali. Dla mnie to niezwykłe i bardzo ważne, abyśmy były traktowane
    z szacunkiem, ciepłem i empatią. Nadmienię jeszcze, że razem z mężem
    mieliśmy możliwość pożegnania się z Alą, trzymałam Ją na rękach,
    głaskałam – jestem bardzo wdzięczna, że miałam czas aby się z Nią
    pożegnać. Kochane… nie bójcie się prosić o pomoc, nie bójcie się mówić
    o swoich uczuciach i emocjach, bądźcie wyrozumiałe dla Waszych
    partnerów, oni też cierpią, choć radzą sobie w zupełnie inny sposób. A 
    dla tych z Was, które szukają odpowiedzi polecam książkę i film:
    „Chata”. Bardzo mocno Was ściskam…gdyby znalazła się tutaj jeszcze
    kobieta w takiej sytuacji, proszę o kontakt. M