Podróż z dziećmi do Barcelony – nasze wspomnienia

Dawno nie było tu wpisu zupełnie prywatnego, jednak wiele z Was, obserwując nasz wyjazd na Instagramie, prosiło mnie o opisanie naszej podróży z dziećmi. Jak minął lot z dwójką dzieci, gdzie się zatrzymaliśmy, co zwiedziliśmy… Dlatego postanowiłam się podzielić wspomnieniami z Barcelony. 🙂

Lot samolotem do Barcelony z dziećmi

Do Barcelony lecieliśmy z lotniska w Modlinie. Planując podróż postanowiliśmy wybrać takie godziny lotu, które nie będą pokrywały się ze snem naszych dzieci. Odpadły więc godziny wczesnoranne, które zmuszałyby pobudkę o nieludzkiej porze, oraz loty po godzinie 20.

Do samolotu bezpłatnie możemy wziąć wózek, więc nasza spacerówka towarzyszyła nam do samego wejścia na płytę lotniska. To ułatwiło nam oczekiwanie na samolot, bo choć Michał nie chciał w nim siedzieć po odprawie, to woziliśmy nim wszystkie podręczne bagaże. 😉

Filip (4,5 l.), ma już za sobą kilka lotów samolotem, zawsze skarżył się na ból uszu. Wyobraźcie sobie mój lęk przed tą podróżą, kiedy Fi był świeżo po zapaleniu uszu (z chorymi uszami nie powinno się latać). Na szczęście dostaliśmy zielone światło od pani doktor. O dziwo w obie strony lot zniósł bardzo dobrze. Uszy nie bolały i nie zatykały się, ale profilaktycznie podczas lądowania żuł Mambę. Na każdy lot zawsze zabieramy cały „wagon” Mamby. 😉 W czasie lotu obserwował widoki z okna (mieliśmy piękną pogodę i świetną widoczność), albo grał sobie na tablecie dla zabicia czasu.

Michał (1,5 l.), pierwszy raz leciał samolotem. Na lotnisku był już zmęczony oczekiwaniem i marudny. Zasnął zanim wystartowaliśmy i spał przez godzinę. Przez resztę lotu bawił się w zasłanianie i odsłanianie okna. Jadł przekąski i pił (na podróż nie polecam kubków z rurką, ponieważ ciśnienie wypycha wodę i niestety większość wylatuje mimowolnie). Miał też nowe książeczki Czu Czu, ale interesowało go wyłącznie chowanie ich do pudełka – taki etap. 😉

Loty w obie strony były spokojne i mimo, że trwały 3 godziny, to nie odczuliśmy tego jakoś mocno.

Pobyt w Barcelonie

Mieszkaliśmy na przedmieściach Barcelony w przepięknym domu Casa Soleada w Sant Vicenç de Montalt. Mieliśmy takie szczęście, że właścicielami są Polacy, którzy pomogli nam ogarnąć się w nowej rzeczywistości. Dzięki nim wiedzieliśmy jakie bilety należy kupić, żeby bez problemu poruszać się po Barcelonie oraz co warto zobaczyć.

Dostaliśmy dwa pokoje, które były połączone przesuwnymi drzwiami, dzięki czemu mogliśmy ulokować chłopców razem i nie biegać przez korytarz do innego pokoju. Wyjście idealne!

Nasz wyjazd trwał 6 dni, ale tak naprawdę dwa spędziliśmy w podróży z i do Polski. Trafiliśmy na średnią pogodę, ponieważ w porównaniu z ciepłymi dniami w Polsce, w Barcelonie była typowo wczesnowiosenna pogoda. 13-16 stopni, czasem słońce, czasem deszcz.

Zwiedzanie

Jeden dzień byliśmy w centrum Barcelony. Chłopcy karmili gołębie na Placu Katalońskim – właściwie, to Filip karmił, a Michał zjadał chleb i nie chciał się podzielić z gołębiami. 😉


Zwiedziliśmy Sagradę Familię, przeszliśmy się najbardziej znaną ulicą – La Rambla do samego portu.


Zobaczyliśmy sławną kamienicę Casa Balto i Casa Mila (La Pedrera). Do kawy zjedliśmy churros, a później próbowaliśmy różnych tapasów. 😉


Trzeciego dnia pobytu, już do wyjazdu wypożyczyliśmy samochód z fotelikami, żeby pojeździć po okolicznych miejscowościach. Szykując się do wyjazdu przeglądałam mapy Google i trafiłam przypadkiem na miejscowość Empuriabrava i wiedziałam, że musimy tam pojechać! Wybraliśmy się tam w dniu, kiedy pogoda była średnia, ale Empuriabrava była 140 km od naszego domu i tam świeciło słońce, choć było chłodno. Ale dało się pozwiedzać, pozachwycać się i to było najważniejsze! Przepiękna miejscowość, polecam, jeśli będziecie w okolicy.

Kolejnego dnia pogoda była bardzo ładna. Świeciło słońce i było około 16 stopni. Poszliśmy na plażę w naszej miejscowości. Spędziliśmy tam 3 lub 4 godziny. Dzieci bawiły się na placu zabaw, zbieraliśmy muszelki, pochodziliśmy boso po piasku. W słońcu było bardzo przyjemnie, nawet opaliliśmy sobie trochę nosy. 😉


Ostatniego dnia przed wylotem pojechaliśmy do Tossa de Mar. Przyznam szczerze, że to miasteczko zachwyciło mnie chyba najbardziej z całego naszego wyjazdu! Przepiękne średniowieczne miasteczko z zamkiem otoczone murem nad samym morzem.


Hiszpania – ciągle mi mało!

6 dni wyjazdu, choć intensywnego zwiedzania i rozkoszowania się Hiszpanią tylko 4… Zdecydowanie za krótko! Chłopcy okazali się świetnymi kompanami w podróży, nie narzekali na to, że ciągle gdzieś jeździmy, czy chodzimy. Czujemy niedosyt i mimo, że wróciliśmy niecałe dwa tygodnie temu, to już myślimy kiedy wrócić z powrotem do Katalonii i zobaczyć to, czego nie zdążyliśmy. Na pewno chcemy wrócić jeszcze do samej Barcelony, w której zobaczymy Park Güell, czy wzgórze Tibidabo. Chcielibyśmy pojechać do Girony, czy Tarragony. I ja mam niedosyt czasu spędzonego na plaży. Chętnie wypoczęłabym na leżaku nad morzem, popijając Sangrię. Musimy tylko trafić na lepszą pogodę! 😉

Zachęcam do podróżowania z dziećmi, bo to naprawdę nie jest aż taki wysiłek, jak nam się wydaje przed wyjazdem. Możemy spędzić cudowny czas w świetnym miejscu. Dzieci, nawet tak małe czerpią z podróży tak wiele! Wiecie, że Filip podłapywał już słówka po hiszpańsku? 🙂

Dołącz do mnie na Facebooku!

Zobacz też:

  • Jeszcze nigdy nie byłyśmy w Hiszpanii, aczkolwiek zdjęcia robią przepiękne wrażenie. Najbardziej i nam spodobała się Tossa de Mar. Uwielbiamy takie klimaty <3

  • Patrze na te pokoje z ta przesuwaną ścianą i sobie myślę, że w większości rodzić z dziećmi, pewnie w każdym łóżku spi rodzic i jedno dziecko:))
    Poza tym piękne zdjęcia i ujęcia:)))

  • Było świetnie ale tak o rok za krotko 😉

  • To miasteczko z zamkiem wygląda na zdjęciach cudownie, a na żywo pewnie jeszcze lepiej <3